Donald Trump wezwał Ukrainę do zaprzestania ataków na rosyjskie rafinerie, twierdząc, że uderzenia w produkcję diesla powodują światowy niedobór paliw i odpowiadają za wysokie ceny. Problem w tym, że prezydent USA poszedł znacznie dalej: stwierdził, że kryzys nie jest skutkiem sytuacji na Bliskim Wschodzie. To już nie odpowiada danym. Ukraińskie uderzenia rzeczywiście ograniczają rosyjską produkcję paliw, ale równocześnie wojna USA i Izraela z Iranem doprowadziła do największego od lat zaburzenia światowych przepływów ropy. W tle jest coraz bardziej nerwowa kampania przed listopadowymi wyborami do Kongresu, rekordowo niskie notowania Trumpa i rosnące niezadowolenie Amerykanów z kosztów życia.
Donald Trump wypowiedział się w niedzielę podczas pobytu w Irlandii, gdzie uczestniczył w turnieju golfowym Irish Open rozgrywanym na należącym do jego rodziny polu w Doonbeg. Prezydent USA poinformował, że rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim o ukraińskich atakach na rosyjską infrastrukturę paliwową. Jego stanowisko było jednoznaczne: Ukraina powinna przestać uderzać w obiekty produkujące olej napędowy.
Trump przekonywał, że Ukraina ma do wyboru wiele innych celów, natomiast niszczenie rosyjskiego sektora paliwowego „szkodzi światu”. Następnie poszedł jeszcze dalej i stwierdził, że obecny globalny niedobór paliw nie wynika z sytuacji na Bliskim Wschodzie, lecz z wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Trump ma rację tylko w części
Zacznijmy od tego, czego w wypowiedzi amerykańskiego prezydenta nie należy bagatelizować. Ukraina od wielu miesięcy prowadzi intensywną kampanię uderzeń dronowych w rosyjskie rafinerie i infrastrukturę paliwową. Jej celem jest ograniczanie źródeł finansowania rosyjskiej wojny oraz zmniejszanie dostępności paliwa dla rosyjskiej armii.
Skutki są widoczne. Produkcja rosyjskiego diesla wyraźnie spadła, w części kraju pojawiły się problemy z dostępnością paliw, a Moskwa wprowadziła i kilkukrotnie przedłużała ograniczenia eksportowe. Rosja nie jest przy tym marginalnym uczestnikiem rynku. Przed obecnym kryzysem była drugim po Stanach Zjednoczonych największym eksporterem diesla na świecie.
Według danych Kpler cytowanych przez Reutersa średni rosyjski eksport diesla i gasoil w 2025 roku wynosił około 817 tys. baryłek dziennie. Na początku lipca 2026 roku spadł już do około 234 tys. baryłek dziennie. Rosyjskie ograniczenia eksportu dodatkowo pogłębiły niedobór na światowym rynku.
Ukraina ma więc częściowy wpływ na sytuację. Ale z tego nie wynika, że Ukraina jest głównym albo jedynym źródłem obecnego kryzysu.
Największa dziura w argumentacji Trumpa znajduje się w Zatoce Perskiej
Najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej pokazuje zupełnie inną skalę problemu. W sierpniu ponad 10 mln baryłek dziennie produkcji państw Zatoki Perskiej pozostawało wyłączonych z powodu zagrożeń bezpieczeństwa i zakłóceń wynikających z wojny na Bliskim Wschodzie.
IEA prognozuje, że w całym 2026 roku światowa podaż ropy spadnie o około 5,7 mln baryłek dziennie w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Agencja przesunęła oczekiwany powrót normalnych przepływów z Zatoki aż na 2027 rok.
Jeszcze bardziej wymowne są dane dotyczące gotowych produktów naftowych. Eksport paliw i LPG z państw Zatoki pozostaje około 3,7 mln baryłek dziennie niższy niż przed rozpoczęciem wojny. W sierpniu eksport diesla i gasoil z państw Zatoki wynosił jedynie około jednej czwartej poziomu sprzed wojny.
IEA wskazuje, że razem Rosja i państwa Zatoki dostarczały przed kryzysem niemal 45 proc. światowego morskiego handlu dieslem i gasoil. Obecnie oba źródła są poważnie ograniczone.
Można więc powiedzieć, że ukraińskie ataki są jednym z problemów rynku paliwowego. Nie można jednak wiarygodnie powiedzieć – jak zrobił to Trump – że Bliski Wschód nie jest przyczyną obecnych niedoborów.
Dane wskazują dokładnie odwrotnie: wojna na Bliskim Wschodzie jest jednym z centralnych źródeł dzisiejszego kryzysu energetycznego.
Cieśnina Ormuz pozostaje kluczowa dla całego świata
28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły uderzenia na Iran. Konflikt, który miał być krótką operacją, trwa już ponad pół roku. Iran odpowiedział między innymi atakami na żeglugę i ograniczeniem ruchu przez cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych energetycznych szlaków transportowych świata.
Przed wojną przez Ormuz transportowano około jednej piątej światowej konsumpcji ropy i produktów naftowych. Zakłócenie takiego szlaku ma znaczenie nieporównywalnie większe niż wyłączenie pojedynczej rafinerii.
Według danych analizowanych przez Reutersa we wrześniu nadal brakowało około jednej trzeciej przedwojennego eksportu ropy z państw Zatoki. Część transportu odbywa się obecnie w sposób trudniejszy do śledzenia, z wyłączonymi transponderami statków, ale nawet po uwzględnieniu takich przewozów skala niedoboru pozostaje ogromna.
Dodatkowo w ostatnich dniach doszło do ataków na saudyjski rurociąg East–West oraz kolejnych incydentów z tankowcami. Sytuacja pogorszyła się również w rejonie Bab al-Mandab na Morzu Czerwonym. To wszystko dzieje się bezpośrednio w następstwie regionalnej wojny, którą USA prowadzą wraz z Izraelem przeciwko Iranowi.
Co ciekawe, własna administracja Trumpa widzi problem inaczej
Jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że obecna wypowiedź Trumpa nie do końca odpowiada temu, co o źródłach kryzysu mówi jego własna administracja. Biały Dom rozważa użycie Defense Production Act – nadzwyczajnych uprawnień pozwalających państwu wspierać strategiczną produkcję – w celu zwiększenia amerykańskich możliwości rafineryjnych.
Według Reutersa rozmowy te odbywają się właśnie dlatego, że wojna z Iranem ujawniła podatność Stanów Zjednoczonych na globalne zakłócenia dostaw ropy i wzrost cen paliw.
Amerykańskie rafinerie pracują już przy wykorzystaniu mocy sięgającym około 98 proc. To oznacza, że możliwości szybkiego zwiększenia produkcji paliw są ograniczone nawet w państwie będącym największym producentem ropy na świecie.
Stany Zjednoczone są dziś największym producentem i największym eksporterem
Argumentacja Trumpa jest tym bardziej interesująca, gdy spojrzymy na strukturę światowego rynku ropy. Według amerykańskiej Energy Information Administration Stany Zjednoczone były w 2025 roku największym producentem ropy na świecie. Produkcja samej ropy naftowej i kondensatu wyniosła średnio rekordowe 13,6 mln baryłek dziennie. Rosja produkowała około 9,9 mln baryłek dziennie, a Arabia Saudyjska około 9,6 mln.
W 2026 roku USA stały się również największym eksporterem ropy i produktów naftowych. W maju amerykański eksport sięgnął około 10,5 mln baryłek dziennie. Rosja eksportowała w tym samym czasie około 7 mln baryłek, a Arabia Saudyjska około 5,9 mln.
Jeszcze w 2025 roku największym eksporterem była Arabia Saudyjska z około 8,1 mln baryłek dziennie. USA eksportowały około 6,6 mln, a Rosja około 5,8 mln.
Obecna pozycja Stanów Zjednoczonych jest więc częściowo efektem problemów dwóch innych wielkich eksporterów: Rosji i państw Zatoki Perskiej.
Ropa to jednak nie to samo co diesel
W całej dyskusji trzeba zachować jeszcze jedno ważne rozróżnienie. Ukraińskie drony uderzają przede wszystkim w rafinerie. Ich zniszczenie nie oznacza automatycznie, że Rosja przestaje wydobywać ropę.
Może natomiast oznaczać, że mniej ropy zostanie przetworzone na olej napędowy, benzynę, paliwo lotnicze i inne produkty. Dlatego skutki ukraińskich ataków są obecnie znacznie wyraźniejsze na rynku diesla niż na rynku samej surowej ropy.
Rosyjski eksport ropy przez długi czas pozostawał stosunkowo odporny na sankcje i działania wojenne. Według EIA w pierwszej połowie 2025 roku Rosja nadal eksportowała około 4,3 mln baryłek ropy i kondensatu dziennie.
Problem diesla jest poważniejszy. Rosja jest jego wielkim eksporterem, a jej ograniczona produkcja trafia na już napięty rynek. To jednak nadal nie zmienia podstawowego obrazu: obecny kryzys powstał wskutek nałożenia się kilku ogromnych zakłóceń, z których wojna w Zatoce Perskiej jest największym.
Trump sam łączy ceny benzyny z wojną z Iranem
Najbardziej zaskakujący element niedzielnych wypowiedzi Trumpa pojawił się właściwie chwilę później. Prezydent USA powiedział, że spodziewa się zakończenia wojny z Iranem najpóźniej krótko po listopadowych wyborach połówkowych. Następnie zapowiedział, że po zakończeniu konfliktu ceny benzyny mają gwałtownie spaść.
Trudno pogodzić oba komunikaty. Z jednej strony Trump przekonuje, że globalny niedobór paliw nie wynika z Bliskiego Wschodu. Z drugiej – tego samego dnia wiąże zakończenie wojny z Iranem ze spodziewanym gwałtownym spadkiem cen benzyny.
Jeżeli wojna z Iranem nie miałaby istotnego wpływu na rynek paliw, trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego jej zakończenie miałoby tak szybko obniżyć ceny.
Do wyborów pozostało mniej niż dwa miesiące
Nie da się analizować dzisiejszych słów Trumpa bez uwzględnienia kalendarza politycznego. 3 listopada Amerykanie wybiorą nową Izbę Reprezentantów oraz część Senatu. Są to pierwsze wybory połówkowe drugiej kadencji Donalda Trumpa i mogą zdecydować, czy Republikanie zachowają kontrolę nad Kongresem.
Szczególnie ważna jest walka o Senat. Jeszcze kilka miesięcy temu Republikanie wydawali się mieć stosunkowo bezpieczną drogę do utrzymania większości. Dzisiaj Associated Press opisuje walkę o kontrolę nad izbą jako otwartą.
Demokraci potrzebują zyskać netto cztery mandaty, aby przejąć większość. Jednocześnie zaczynają być konkurencyjni w stanach, których wcześniej nie traktowano jako kluczowych – między innymi w Teksasie i Iowa. Republikanie nadal mają korzystną arytmetykę wyborczą i wynik w żadnym razie nie jest przesądzony. Problemem partii staje się jednak sam Trump.
33 proc. poparcia i ogromny problem z kosztami życia
Najnowszy sondaż Reuters/Ipsos daje Trumpowi zaledwie 33 proc. pozytywnych ocen – najniższy wynik jego politycznej kariery w badaniach tej serii. Aż 71 proc. Amerykanów, w tym czterech na dziesięciu Republikanów, negatywnie ocenia sposób, w jaki prezydent radzi sobie z kosztami życia.
Tylko 36 proc. badanych popiera wojnę z Iranem.
Demokratyczni wyborcy deklarują też większą mobilizację przed listopadem. 46 proc. sympatyków Demokratów mówi, że jest bardzo zmotywowanych do głosowania, wobec 31 proc. Republikanów.Wśród wyborców niezależnych przewaga Demokratów w tym samym badaniu wynosiła 36 do 22 proc.
Co szczególnie niebezpieczne dla Republikanów, wyborcy po raz pierwszy od około dekady zaczęli częściej wskazywać Demokratów jako partię mającą lepsze pomysły gospodarcze.
Republikanie chcieliby rozmawiać o czymś innym
Problem był bardzo dobrze widoczny podczas ostatniej ogólnokrajowej konwencji wyborczej Republikanów w Dallas. Według analizy Reutersa jednym z najbardziej charakterystycznych elementów wydarzenia było właśnie unikanie przez Trumpa i innych mówców tematu kosztów życia.
Prezydent próbował przekierować uwagę wyborców przede wszystkim na Demokratów, kwestie kulturowe i bezpieczeństwo. Powtarzał również, że ceny spadają, choć dane gospodarcze nie potwierdzają tak kategorycznego obrazu.
Drogie paliwo jest szczególnie niebezpieczne politycznie, ponieważ jego cenę Amerykanin widzi niemal codziennie na ogromnych tablicach przy drogach. Diesel przekroczył już średnio 6 dolarów za galon, co wpływa również na transport, rolnictwo i ostateczne ceny innych produktów. Dla administracji znalezienie zewnętrznego winnego jest więc politycznie bardzo wygodne.
Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie rzeczywiście mają wpływ na światową dostępność diesla i byłoby nieuczciwe temu zaprzeczać. Ale próba przedstawienia Ukrainy jako głównego winnego obecnego kryzysu paliwowego jest po prostu sprzeczna z danymi. Trump po raz kolejny sprowadza niezwykle złożony problem do jednego wygodnego oskarżenia. Tymczasem to za jego prezydentury Stany Zjednoczone wraz z Izraelem rozpoczęły wojnę z Iranem, która sparaliżowała część najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie. Trudno nie widzieć w dzisiejszej narracji również polityki: do wyborów zostało mniej niż dwa miesiące, ceny paliw bolą Amerykanów, poparcie dla prezydenta jest rekordowo niskie, a Republikanie mogą stracić kontrolę nad Senatem. Przerzucenie odpowiedzialności na Ukrainę jest znacznie wygodniejsze niż tłumaczenie wyborcom, dlaczego wojna, która miała przynieść szybki rezultat, trwa już ponad pół roku i coraz mocniej uderza ich po kieszeni.
Łukasz Ptak
Nie oznacza to, że cała odpowiedzialność spoczywa na Waszyngtonie
Poważna analiza wymaga również zaznaczenia jednej rzeczy: nie można całego zakłócenia rynku przypisać wyłącznie Trumpowi. Iran podjął własne decyzje o atakach na żeglugę oraz ograniczaniu ruchu przez Ormuz. Huti destabilizują Morze Czerwone. Ukraina uderza w rosyjskie rafinerie. Rosja sama wprowadziła ograniczenia eksportowe. Poszczególne rafinerie na świecie mają problemy techniczne, a globalne zapasy diesla są niskie.
Każdy z tych czynników ma znaczenie. Ale właśnie dlatego kategoryczne stwierdzenie prezydenta USA, że problem nie jest związany z Bliskim Wschodem, jest tak trudne do obrony.
Wojna miała być krótka. Po pół roku nadal nie ma strategii wyjścia
Trump wrócił do Białego Domu między innymi dzięki wizerunkowi polityka obiecującego zakończenie zagranicznych konfliktów i niewciąganie USA w kolejne wieloletnie wojny.
Stany Zjednoczone nie prowadzą wprawdzie dużej wojny lądowej podobnej do Iraku czy Afganistanu. Używają przede wszystkim lotnictwa i marynarki wojennej. Nie zmienia to faktu, że konflikt nie zakończył się szybkim zwycięstwem.
Reuters wskazuje, że administracja nie osiągnęła części deklarowanych celów, Iran zachował zdolność do dalszej walki, a konflikt coraz mocniej obciąża Amerykanów ekonomicznie. Sam Trump mówi teraz, że wojna może potrwać właśnie do wyborów połówkowych albo nieco dłużej.
Co naprawdę musiałoby się wydarzyć, żeby paliwa zaczęły wyraźnie tanieć?
Najważniejszym czynnikiem byłaby normalizacja transportu przez Zatokę Perską. Powrót bezpiecznej żeglugi przez cieśninę Ormuz oznaczałby możliwość ponownego wprowadzenia na światowy rynek milionów baryłek dziennie. Jednocześnie potrzebne byłoby ustabilizowanie szlaków przez Morze Czerwone.
Zakończenie ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie również zwiększyłoby dostępność diesla, szczególnie gdyby Moskwa następnie zniosła ograniczenia eksportowe. Do tego dochodzi odbudowa światowych zapasów, które według IEA od lutego spadły o ponad pół miliarda baryłek.
Nie ma więc jednej decyzji ani jednego państwa, które w ciągu jednego dnia może rozwiązać problem.
Oskarżenie Ukrainy jest politycznie proste. Rynek ropy taki nie jest
Dzisiejsza wypowiedź Trumpa dobrze pokazuje różnicę między politycznym komunikatem a rzeczywistością globalnego rynku energii. Politycznie łatwo powiedzieć wyborcy: paliwo jest drogie, ponieważ Ukraina niszczy rosyjskie rafinerie.
Rzeczywistość wymaga znacznie dłuższej odpowiedzi. Rosyjskie rafinerie mają znaczenie. Ale znaczenie mają również miliony baryłek niewydobywane lub niewysyłane z Zatoki, utrudniona żegluga przez Ormuz, ataki na tankowce, problemy w Arabii Saudyjskiej, działania Huti, niskie zapasy, niewystarczająca globalna przepustowość rafinerii oraz trwająca już kolejny miesiąc wojna z Iranem.
Wyborcy mogą oczywiście ocenić, kto ich zdaniem ponosi polityczną odpowiedzialność za ten kryzys. Nie powinni jednak podejmować tej decyzji na podstawie fałszywego założenia, że Bliski Wschód nie ma z nim nic wspólnego.
Dane mówią coś zupełnie innego.
Źródła
- Reuters – Trump wzywa Ukrainę do zaprzestania ataków na rosyjską infrastrukturę diesla, 13.09.2026
- International Energy Agency – Oil Market Report, wrzesień 2026
- Reuters – sytuacja w cieśninie Ormuz, Arabia Saudyjska i zakłócenia światowych dostaw ropy, 13.09.2026
- Reuters – skala ograniczenia eksportu ropy z Zatoki Perskiej, 9.09.2026
- Reuters – rosyjski eksport diesla, ukraińskie ataki i globalny niedobór paliwa
- U.S. Energy Information Administration – światowa produkcja ropy w 2025 roku
- U.S. Energy Information Administration – eksport rosyjskiej ropy i kondensatu
- Reuters – Stany Zjednoczone jako największy światowy eksporter ropy i produktów naftowych
- Reuters/Ipsos – poparcie dla Trumpa, koszty życia i nastroje przed wyborami połówkowymi
- Associated Press – sytuacja przed wyborami do Senatu w 2026 roku
- Reuters – wojna USA z Iranem, jej koszty i wpływ na wybory
- Reuters – działania Białego Domu wobec wzrostu cen paliw i ograniczonej przepustowości rafinerii



