Dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast pozostaje w polskim prawie. Sejm 22 października odrzucił projekt Polskiego Stronnictwa Ludowego, który miał znieść obowiązujący od 2018 roku limit dwóch kadencji.
Głosowanie było niezwykle wyrównane. Za przyjęciem projektu opowiedziało się 213 posłów, przeciw było 215, a 9 wstrzymało się od głosu. Do uchwalenia ustawy zabrakło więc trzech dodatkowych głosów „za”.
Dzień później Donald Tusk zapowiedział, że temat może bardzo szybko wrócić do Sejmu. Premier ocenił, że jeżeli o wyniku zdecydowały przede wszystkim względy techniczne i nieobecności, projekt powinien zostać ponownie podjęty.
W praktyce sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Głosowanie pokazało nie tylko problem z mobilizacją większości, ale także realne różnice zdań wewnątrz koalicji rządzącej. Co więcej, odrzuconego projektu nie można po prostu poddać drugi raz pod głosowanie w tej samej postaci. Potrzebna będzie kolejna inicjatywa ustawodawcza albo wykorzystanie innego projektu, który już znajduje się w Sejmie.
213 za, 215 przeciw. Projekt upadł o włos
W trzecim czytaniu projektu z druku nr 1529 głosowało 437 posłów. Za zniesieniem dwukadencyjności zagłosowało 213, przeciw 215, a 9 wstrzymało się od głosu. Nie głosowało 23 posłów.
Przy zwykłej większości liczba głosów „za” musi być większa od liczby głosów „przeciw”. Przy 215 głosach przeciw projekt potrzebował więc co najmniej 216 głosów poparcia. Miał 213.
To właśnie dlatego można mówić, że do przyjęcia ustawy zabrakło trzech głosów, choć sama różnica między zwolennikami i przeciwnikami projektu wyniosła dwa głosy.
Koalicja rządząca nie zagłosowała jednym blokiem
Najważniejszym politycznym wnioskiem z głosowania jest brak jednolitego stanowiska większości rządzącej.
Projekt poparła zdecydowana większość Koalicji Obywatelskiej oraz całe PSL. Przeciwko zmianie głosowali jednak także parlamentarzyści ugrupowań tworzących lub wspierających większość parlamentarną.
- KO: 4 posłów zagłosowało przeciw – Małgorzata Tracz, Franciszek Sterczewski, Klaudia Jachira i Robert Dowhan;
- Lewica: 6 głosów przeciw – Anna Maria Żukowska, Joanna Wicha, Dorota Olko, Wanda Nowicka, Daria Gosek-Popiołek i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk;
- Polska 2050: 3 głosy przeciw i 3 wstrzymujące się;
- Centrum: również pojawiły się głosy przeciw;
- Konfederacja: klub był podzielony – część poparła likwidację limitu, część głosowała przeciw.
Przeciwko projektowi głosowały także PiS, Rozwój Plus i Razem.
Nieobecności mogły mieć znaczenie, ale imienne wyniki pokazują, że część posłów większości po prostu nie zgadza się z likwidacją dwukadencyjności.
Tusk: „wróćmy jak najszybciej”
23 października Donald Tusk odniósł się do wyniku podczas wizyty w Indiach. Premier powiedział, że nie widzi przeszkód, aby do projektu wrócić natychmiast.
Jeśli tylko techniczne względy zadecydowały, że zabrakło kilku głosów, to wróćmy jak najszybciej do tego i przegłosujmy to jeszcze raz.
Donald Tusk
Politycznie jest to jasny sygnał: premier nie traktuje czwartkowego głosowania jako ostatecznego zamknięcia sprawy.
Nie można jednak po prostu powtórzyć tego samego głosowania
Sformułowanie o „przegłosowaniu jeszcze raz” jest politycznym skrótem. Projekt z druku nr 1529 zakończył swoją drogę legislacyjną w chwili, gdy Sejm odrzucił go w trzecim czytaniu.
Nie ma procedury, która pozwalałaby następnego dnia po prostu powtórzyć głosowanie nad tą samą ustawą tylko dlatego, że większości zabrakło kilku głosów.
Posłowie mogą złożyć nowy projekt o takiej samej albo podobnej treści. Inicjatywę może również podjąć rząd, Senat albo – w zakresie swoich konstytucyjnych kompetencji – inny uprawniony podmiot.
Co więcej, drugi projekt już leży w Sejmie
W tej sprawie istnieje jeszcze jeden bardzo ważny element proceduralny. W Sejmie nadal znajduje się senacki projekt oznaczony drukiem nr 2080.
Projekt wpłynął do Sejmu 28 listopada 2025 roku i również zakłada zniesienie ograniczenia dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.
Jego konstrukcja jest nawet prostsza niż projektu PSL. Przewiduje uchylenie art. 11 § 4 Kodeksu wyborczego, czyli przepisu wprowadzającego sam limit, oraz art. 17 ustawy z 2018 roku, który określił sposób liczenia kadencji.
Projekt senacki nadal czeka na pierwsze czytanie. Teoretycznie właśnie on może więc stać się najszybszym sposobem realizacji zapowiedzi premiera bez konieczności przygotowywania od początku kolejnego projektu poselskiego.
Co dokładnie pozostaje dziś w prawie?
Po odrzuceniu projektu nic nie zmienia się w obowiązującym Kodeksie wyborczym. Przepisy zostały wprowadzone w 2018 roku przez większość Zjednoczonej Prawicy. Jednocześnie wydłużono wówczas kadencję samorządu z czterech do pięciu lat.
Co istotne, ustawodawca zdecydował wtedy, że wcześniejszych kadencji nie będzie się zaliczać. Licznik rozpoczął się dopiero od wyborów samorządowych w 2018 roku.
Dlatego prawdziwy przełom nastąpi w 2029 roku
Wybory samorządowe w 2029 roku będą pierwszymi, w których ograniczenie z 2018 roku zacznie masowo eliminować możliwość ponownego startu urzędujących włodarzy.
Osoba wybrana na stanowisko wójta, burmistrza lub prezydenta miasta w 2018 roku i ponownie w 2024 roku nie będzie mogła kandydować po raz trzeci w tej samej gminie.
Według danych przedstawianych przez Związek Metropolii Polskich w 2029 roku sytuacja ta może dotyczyć ponad 1,5 tys. samorządów. Nie oznacza to automatycznie, że wszędzie dojdzie do faktycznej zmiany władzy – część włodarzy może wcześniej odejść, zmienić funkcję albo nie planować ponownego startu – ale skala potencjalnej wymiany jest ogromna.
Warszawa także znajdzie się w tej sytuacji
Obecne przepisy mają również bezpośrednie znaczenie dla Warszawy.
Rafał Trzaskowski został wybrany na prezydenta stolicy w 2018 roku i ponownie w 2024 roku. Jeżeli dwukadencyjność pozostanie w obecnym kształcie, w 2029 roku nie będzie mógł kandydować po raz trzeci na prezydenta Warszawy.
To jeden z powodów, dla których spór o tę regulację nie jest abstrakcyjnym konfliktem prawnym. W ciągu najbliższych trzech lat może on zdecydować o tym, kto w ogóle będzie miał prawo wystartować w wyborach w wielu największych polskich miastach.
PSL: skoro dwie kadencje w samorządzie, to także w Sejmie
Po porażce projektu Polskie Stronnictwo Ludowe natychmiast wróciło do zapowiadanej wcześniej kontrpropozycji.
Dwie kadencje także dla posłów i senatorów! Skoro mamy dwie kadencje dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, to takie same zasady powinny być dla posłów i senatorów!
Polskie Stronnictwo Ludowe
Ten scenariusz analizowałem w tekście „PSL chce dwóch kadencji dla posłów i senatorów. Co to oznaczałoby dla samych ludowców?”.
Władysław Kosiniak-Kamysz już wcześniej zapowiadał, że jeżeli parlament nie zgodzi się na zmianę zasad dotyczących samorządowców, jego partia będzie chciała przenieść podobne ograniczenie na poziom parlamentarny.
Taki projekt wymagałby jednak zmiany Konstytucji, a więc większości znacznie większej niż zwykła większość potrzebna do zmiany Kodeksu wyborczego.
Dlaczego PSL tak mocno walczy o tę zmianę?
Nie można przy tym pomijać politycznego interesu ludowców. Samorząd pozostaje jednym z najważniejszych filarów pozycji PSL.
Po wyborach samorządowych 2024 roku PSL znalazło się w koalicjach rządzących w 12 z 16 województw. Ludowcy uzyskali 58 mandatów w sejmikach, ale objęli łącznie 18 z 80 miejsc w zarządach województw, w tym dwa stanowiska marszałków.
Na poziomie powiatów i gmin znaczenie lokalnych struktur ludowców jest jeszcze większe. Właśnie dlatego masowa wymiana wieloletnich wójtów i burmistrzów w 2029 roku może być dla PSL szczególnie dotkliwa.
Nie oznacza to jednak, że argumenty partii należy sprowadzać wyłącznie do obrony własnych stanowisk. Zwolennicy likwidacji limitu wskazują przede wszystkim na prawo mieszkańców do ponownego wyboru sprawdzonego samorządowca.
Argument zwolenników: dlaczego państwo ma zabraniać wyborcom głosować?
To najważniejszy argument przeciwników dwukadencyjności. Jeżeli wójt lub prezydent miasta dobrze wykonuje swoją pracę i nadal ma poparcie mieszkańców, dlaczego ustawodawca ma odbierać wyborcom możliwość ponownego wskazania tej samej osoby?
Po czwartkowym głosowaniu podobne argumenty podnosili również sami samorządowcy. Wskazywali, że najprostszym mechanizmem ograniczania kadencji powinny być wybory – źle oceniany włodarz może zostać odsunięty przez mieszkańców.
Z tej perspektywy ustawowa blokada kandydowania osoby posiadającej wysokie społeczne poparcie ogranicza zarówno jej bierne prawo wyborcze, jak i możliwość wyboru po stronie mieszkańców.
Argument przeciwników: lokalna władza może się „zabetonować”
Przeciwnicy likwidacji limitu odpowiadają, że samorządowa władza wykonawcza ma specyficzny charakter. Wójt, burmistrz lub prezydent miasta przez wiele lat buduje rozpoznawalność, wpływa na politykę kadrową urzędu i miejskich spółek oraz dysponuje dużym aparatem administracyjnym.
Poseł Razem Maciej Konieczny argumentował wcześniej w Sejmie, że wraz z kolejnymi kadencjami rośnie przewaga urzędującego włodarza nad konkurentami, a wieloletnia dominacja może sprzyjać powstawaniu układów klientelistycznych.
Z tego punktu widzenia dwukadencyjność jest bezpiecznikiem wymuszającym rotację i umożliwiającym wejście do lokalnej polityki nowych osób.
Czwartkowe głosowanie nie zamyka sprawy
Formalnie projekt PSL został odrzucony. Politycznie jednak temat pozostaje otwarty.
Donald Tusk jasno zadeklarował chęć szybkiego powrotu do propozycji. PSL nadal traktuje zniesienie dwukadencyjności jako jeden ze swoich ważniejszych postulatów samorządowych, a w Sejmie znajduje się drugi – senacki – projekt prowadzący do bardzo podobnego rezultatu.
Wynik 213 do 215 pokazuje, że teoretycznie wystarczyłoby przekonać kilka osób. Jednocześnie imienne głosowanie pokazuje, że problem nie jest wyłącznie techniczny. W Lewicy, Polsce 2050, części KO i innych ugrupowaniach istnieje realny sprzeciw wobec likwidacji ograniczenia.
Dlatego następna próba może okazać się równie nieprzewidywalna jak pierwsza.
Źródła
Sejm RP – druk nr 1529 i przebieg prac nad projektem PSL
Atlas Polityczny – imienne głosowanie nad projektem, 22 października 2026 r.
Serwis Samorządowy PAP – wynik głosowania w Sejmie
Serwis Samorządowy PAP – Donald Tusk o szybkim powrocie do projektu, 23 października 2026 r.
Wirtualna Polska – Sejm odrzucił projekt znoszący dwukadencyjność
Sejm RP – senacki projekt znoszący dwukadencyjność, druk nr 2080
ELI – obowiązujący tekst jednolity Kodeksu wyborczego
ELI – ustawa z 11 stycznia 2018 r. wprowadzająca dwukadencyjność
Serwis Samorządowy PAP – reakcje samorządowców po głosowaniu
lukaszptak.pl – „PSL chce dwóch kadencji dla posłów i senatorów. Co to oznaczałoby dla samych ludowców?”

