PSL chce dwóch kadencji dla posłów i senatorów. Co to oznaczałoby dla samych ludowców?

Sala Posiedzeń Sejmu RP – artykuł o propozycji dwukadencyjności posłów i senatorów

Polskie Stronnictwo Ludowe ponownie otwiera temat, który mógłby gruntownie zmienić skład polskiego parlamentu. Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że jeżeli nie uda się znieść limitu dwóch kadencji dla władz wykonawczych gmin, PSL wystąpi z propozycją ograniczenia liczby kadencji posłów i senatorów.

W tym materiale nie zajmuję się jednak przyszłością wójtów czy prezydentów miast. Znacznie ciekawsze jest pytanie, które wynika z samej zapowiedzi lidera PSL, czyli co oznaczałaby dwukadencyjność dla obecnych parlamentarzystów i czy do limitu zostałyby wliczone kadencje, które już odbyli?

PSL nie przedstawiło natomiast żadnego projektu zmiany Konstytucji dotyczącego posłów i senatorów. Od jego konstrukcji zależałoby jednak bardzo wiele – również polityczna przyszłość części najbardziej doświadczonych parlamentarzystów samego PSL.

Kosiniak-Kamysz: zacznijmy od posłów i senatorów

Podczas Rady Naczelnej PSL 10 października Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że jeśli projekt dotyczący samorządów nie znajdzie poparcia w Sejmie albo u prezydenta, ludowcy będą chcieli wprowadzić dwukadencyjność parlamentarzystów.

Nie od samorządu, nie od Polski lokalnej, tylko od siebie zacznijcie, posłowie i senatorowie.

Władysław Kosiniak-Kamysz

Lider PSL zaznaczył przy tym, że do wprowadzenia takiego rozwiązania konieczna byłaby zmiana Konstytucji. To ważne zastrzeżenie, bo nie chodzi o zwykłą nowelizację Kodeksu wyborczego, którą można uchwalić większością głosów.

Dlaczego PSL tak mocno walczy o zniesienie dwukadencyjności w samorządach?

Parlamentarna propozycja PSL nie pojawiła się w politycznej próżni. Jest bezpośrednio związana z trwającą od 2025 r. walką ludowców o zniesienie limitu dwóch kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Obowiązujące ograniczenie zaczęto liczyć od wyborów samorządowych w 2018 r., dlatego dopiero wybory w 2029 r. mają być pierwszymi, w których część urzędujących włodarzy rzeczywiście nie będzie mogła ponownie kandydować z powodu wykorzystania dwóch kolejnych kadencji.

PSL przedstawia tę sprawę przede wszystkim jako problem prawa wyborców do decydowania o tym, kto ma kierować ich gminą lub miastem. Władysław Kosiniak-Kamysz argumentuje, że jeżeli mieszkańcy są zadowoleni z działalności swojego wójta czy burmistrza, państwo nie powinno odbierać im możliwości ponownego wyboru tej osoby.

Nie sposób jednak pominąć również politycznego interesu samego PSL. Samorząd od dziesięcioleci jest jednym z najważniejszych filarów pozycji ludowców. To właśnie na poziomie lokalnym i regionalnym partia dysponuje rozbudowaną siecią działaczy, radnych i samorządowców, a jej realny wpływ na władzę jest znacznie większy, niż wynikałoby wyłącznie z liczebności klubu parlamentarnego.

PSL współrządzi w 12 z 16 województw

Dobrze pokazują to wyniki wyborów samorządowych z 2024 r. Trzecia Droga zdobyła w sejmikach województw 80 mandatów. Analiza politologiczna Tatiany Majcherkiewicz rozdzielająca mandaty pomiędzy oba ugrupowania tworzące wówczas koalicję wskazuje, że aż 58 przypadło PSL, a 22 Polsce 2050.

Jeszcze wyraźniej siłę ludowców widać po utworzeniu zarządów województw. PSL znalazło się w koalicjach rządzących w 12 z 16 regionów. Dwóch polityków tej partii objęło funkcje marszałków województw, a kolejnych 16 stanowiska wicemarszałków lub członków zarządów. Oznaczało to łącznie 18 z 80 miejsc w zarządach województw, czyli 22,5 proc.

To szczególnie interesujące w zestawieniu z wynikiem wyborczym. PSL posiadało około 10,5 proc. wszystkich mandatów w sejmikach, ale obsadziło ponad jedną piątą stanowisk w regionalnych zarządach. Autorka analizy określa ludowców jako ugrupowanie nadreprezentowane w podziale stanowisk względem liczby zdobytych mandatów. Na Dolnym Śląsku PSL uzyskało nawet stanowisko marszałka mimo tego, że było wyraźnie mniejszym partnerem od Koalicji Obywatelskiej.

Tysiące mandatów na niższych szczeblach

Na poziomie powiatów i gmin dokładne policzenie, w ilu samorządach PSL samodzielnie rządzi albo współrządzi, jest znacznie trudniejsze. Nie istnieje centralny rejestr lokalnych koalicji, a w wyborach 2024 r. PSL startowało wspólnie z Polską 2050 jako Trzecia Droga. Dodatkowo wielu polityków związanych z partiami ogólnopolskimi startuje w wyborach lokalnych z własnych komitetów samorządowych.

Można jednak pokazać skalę zaplecza wyborczego. W wyborach do 314 rad powiatów listy Trzeciej Drogi zdobyły 716 z 6170 mandatów, czyli 11,6 proc. wszystkich miejsc. W siedmiu powiatach komitet uzyskał największą liczbę mandatów. W radach gmin i miast Trzecia Droga zdobyła 1909 mandatów. Z jej list wybrano także 94 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Tych liczb nie należy utożsamiać wprost z liczbą samorządowców należących do PSL, ponieważ były to wspólne listy Trzeciej Drogi. Pokazują jednak, dlaczego kwestia samorządowej dwukadencyjności ma dla ludowców znaczenie większe niż dla wielu innych ugrupowań. Ograniczenie zacznie realnie usuwać z wyborów część wieloletnich włodarzy właśnie w 2029 r., a więc może uderzyć również w lokalne struktury i rozpoznawalnych samorządowców związanych z PSL.

Brak projektu oznacza, że nie wiadomo od kiedy liczyć dwie kadencje

To najważniejsza niewiadoma całej propozycji. W Sejmie nie ma projektu PSL wprowadzającego dwukadencyjność posłów i senatorów. Jest polityczna deklaracja jego przygotowania, ale nie ma tym samym konkretnych przepisów.

Dlatego nie można w tym momencie przesądzać, że wcześniejsze kadencje obecnych parlamentarzystów zostałyby zaliczone do przyszłego limitu. Nie można też zakładać innego scenariusza.

Możliwe są bowiem dwa warianty. Pierwszy zakładałby uwzględnienie dotychczasowych kadencji. W takim przypadku osoba, która była już posłem lub senatorem co najmniej dwa razy, nie mogłaby ponownie kandydować po wejściu nowych przepisów w życie. Drugi wariant rozpoczynałby liczenie dopiero od momentu wskazanego w nowelizacji – na przykład od pierwszych wyborów przeprowadzonych po zmianie Konstytucji.

Do rozstrzygnięcia pozostawałoby jeszcze więcej szczegółów. Czy limit oznaczałby dwie kadencje w całym życiu, czy tylko dwie kolejne? Czy dwie kadencje poselskie uniemożliwiałyby późniejszy start do Senatu? Czy kadencja trwająca w momencie wejścia nowych przepisów w życie byłaby już liczona jako pierwsza? Żadnej z tych kwestii PSL dotąd nie wskazuje jako wiążące.

W 2018 roku wcześniejszych kadencji samorządowych nie zaliczono

Istnieje precedens pokazujący, jak podobny problem rozwiązano w Polsce w przeszłości. Kiedy w 2018 r. wprowadzano ograniczenie kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, ustawodawca wyraźnie zdecydował, że wcześniejsze wybory nie będą wliczane do limitu.

Art. 17 ustawy z 11 stycznia 2018 r. stanowił, że nowe ograniczenie nie dotyczy wyboru na te funkcje dokonanego przed wejściem ustawy w życie. W praktyce licznik rozpoczął się więc od wyborów samorządowych w 2018 r.

Nie oznacza to jednak, że ewentualna reforma parlamentarna musiałaby wyglądać tak samo. W przypadku posłów i senatorów ostatecznie zdecydowałby tekst zmiany Konstytucji i jej przepisy przejściowe. Dotychczasowy model samorządowy jest jedynie punktem odniesienia.

Gdyby liczyć wcześniejsze kadencje, reforma uderzyłaby w liderów samego PSL

Ten szczegół ma znaczenie dla samego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Partia należy do ugrupowań posiadających polityków z bardzo długim stażem parlamentarnym.

Polityk PSLObecna kadencjaStaż w Sejmie
Władysław Kosiniak-KamyszXVIII, IX i X – trzecia kadencja
Piotr ZgorzelskiXVII, VIII, IX i X – czwarta kadencja
Marek SawickiXII–X – dziewiąta kadencja

Gdyby więc przyszła regulacja zaliczała wszystkie dotychczasowe kadencje, każdy z tych polityków znajdowałby się już ponad limitem dwóch kadencji i – przy takim modelu – nie mógłby kandydować w kolejnych wyborach do Sejmu.

Jeżeli jednak licznik zostałby uruchomiony dopiero po wejściu zmiany w życie, wielokadencyjni parlamentarzyści mogliby nadal kandydować. W zależności od szczegółowych przepisów reforma mogłaby więc zmienić skład Sejmu już przy pierwszych wyborach po zmianie Konstytucji albo zacząć realnie oddziaływać dopiero wiele lat później.

Sawicki jest posłem od 1993 roku. I deklaruje: będę wnioskodawcą

Szczególnie interesujące jest stanowisko Marka Sawickiego – parlamentarzysty PSL z najdłuższym stażem. Obecna X kadencja jest jego dziewiątą z rzędu. W Sejmie zasiada nieprzerwanie od 1993 r.

Mimo tego już w październiku 2025 r. Sawicki deklarował w rozmowie z „Faktem”, że jeśli nie uda się znieść ograniczenia w samorządach, sam jest gotowy uczestniczyć w przygotowaniu reformy parlamentu.

Będę posłem wnioskodawcą w zakresie ograniczenia kadencyjności Sejmu i Senatu do dwóch kadencji.

Marek Sawicki

Sawicki nie jest więc politykiem PSL, który publicznie broni własnego dziewięciokadencyjnego statusu przed proponowaną zmianą. Przeciwnie – deklarował gotowość firmowania takiego projektu.

Zgorzelski: „Przyrzekam, że będę za tym głosował”

Podobne stanowisko przedstawiał Piotr Zgorzelski. Obecny wicemarszałek Sejmu po raz pierwszy został posłem w 2011 r., a X kadencja jest jego czwartą.

W październiku 2025 r., pytany w Polsat News o możliwość wprowadzenia dwukadencyjności posłów i senatorów, odpowiedział wprost:

Przyrzekam, że będę za tym głosował.

Piotr Zgorzelski

W przypadku PSL mamy więc do czynienia z dość nietypową sytuacją. Politycy, którzy sami przekroczyli proponowany limit, deklarują publiczne poparcie dla jego wprowadzenia. Nadal jednak nie wiadomo, czy popieraliby również wariant zaliczający ich wcześniejsze kadencje i tym samym uniemożliwiający im kolejny start.

Kosiniak-Kamysz również jest już ponad proponowanym limitem

Dotyczy to także autora najnowszej zapowiedzi. Władysław Kosiniak-Kamysz został po raz pierwszy wybrany do Sejmu w 2015 r. Obecnie sprawuje mandat trzecią kadencję – VIII, IX i X.

Jeżeli przyszły projekt zakładałby zaliczanie wcześniejszych kadencji, również prezes PSL nie mógłby ponownie ubiegać się o mandat poselski. Jeżeli jednak dwie kadencje byłyby liczone dopiero od wejścia nowych przepisów w życie, jego wcześniejszy staż nie stanowiłby przeszkody.

PSL nie może samodzielnie zmienić Konstytucji

Jest jeszcze jedna zasadnicza przeszkoda. Konstytucja określa obecnie warunki, jakie musi spełniać kandydat do Sejmu i Senatu, ale nie przewiduje limitu liczby kadencji. Już podczas rozpatrywania przez Senat petycji dotyczącej takiego ograniczenia wskazywano, że jest to materia konstytucyjna.

Projekt ustawy o zmianie Konstytucji może przedłożyć co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent Rzeczypospolitej.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art. 235 ust. 1

Zgodnie z powyższym, w przypadku projektu poselskiego oznacza to, że pod nim musiałoby się opowiedzieć co najmniej 92 posłów.

Klub PSL–Trzecia Droga liczy obecnie 32 posłów. Nawet gdyby wszyscy podpisali się pod projektem, ludowcy nie mogą więc samodzielnie formalnie rozpocząć procedury zmiany Konstytucji. Potrzebowaliby podpisów parlamentarzystów innych ugrupowań albo inicjatywy Senatu bądź prezydenta.

Ustawę o zmianie Konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art. 235 ust. 4

To nie jest zupełnie nowa deklaracja

Choć wypowiedź Kosiniaka-Kamysza z 10 października ponownie postawiła temat w centrum debaty, sam pomysł PSL pojawiał się już wcześniej. Marek Sawicki i Piotr Zgorzelski publicznie deklarowali poparcie dla ograniczenia kadencji parlamentarzystów w 2025 r., a podczas sejmowej debaty w styczniu 2026 r. posłowie innych ugrupowań odnosili się już do wcześniejszych zapowiedzi lidera PSL dotyczących zmiany Konstytucji.

Nowy jest przede wszystkim stopień politycznego nacisku: Kosiniak-Kamysz mówi dziś w imieniu całego ugrupowania i zapowiada podjęcie inicjatywy, jeżeli projekt PSL dotyczący samorządów nie zostanie przyjęty.

Czy po dwóch kadencjach zabrakłoby kandydatów do parlamentu?

Wprowadzenie sztywnego limitu dwóch kadencji dla parlamentarzystów rodzi jeszcze jeden problem, o którym w bieżącej debacie mówi się znacznie mniej: nie chodzi wyłącznie o odsunięcie wieloletnich posłów od mandatów, ale również o to, jak szybko partie byłyby w stanie zastępować ich osobami posiadającymi odpowiednie doświadczenie do pracy nad ustawami i sprawowania kontroli nad rządem.

Nie ma dziś podstaw, aby twierdzić, że w Polsce dosłownie zabrakłoby ludzi gotowych wystartować w wyborach. W 2023 r. o 460 mandatów poselskich ubiegało się 6333 kandydatów, czyli średnio niemal 14 osób na jedno miejsce. Do Sejmu weszło wtedy 117 debiutantów, stanowiących nieco ponad jedną czwartą całej izby. Polski system partyjny potrafi więc dostarczać nowych kandydatów.

Problem może dotyczyć czegoś innego: jakości i doświadczenia parlamentarnego. Dwie pełne kadencje Sejmu to maksymalnie osiem lat. Po tym czasie poseł, niezależnie od poparcia wyborców, specjalizacji czy pełnionej funkcji, musiałby opuścić izbę, jeżeli limit miałby charakter bezwzględny.

Doświadczenie w parlamencie nie sprowadza się przy tym do rozpoznawalności nazwiska. Posłowie przez lata zdobywają wiedzę dotyczącą procedury legislacyjnej, pracy konkretnych komisji, finansów publicznych, polityki zagranicznej, obronności czy kontroli administracji państwowej. Przy wysokiej rotacji część tej wiedzy instytucjonalnej byłaby regularnie tracona.

Na podobne ryzyko zwraca uwagę Biuro Analiz Parlamentu Europejskiego. W analizie poświęconej limitom kadencji parlamentarzystów wskazuje ono wśród potencjalnych skutków ubocznych utratę pamięci instytucjonalnej i proceduralnej, utratę politycznego doświadczenia oraz możliwość wzmocnienia pozycji władzy wykonawczej, administracji i grup interesu wobec mniej doświadczonego parlamentu.

Jest to szczególnie istotne dlatego, że parlament ma nie tylko uchwalać ustawy, ale również kontrolować rząd. Jeżeli ministrowie, wysocy urzędnicy, eksperci administracji czy przedstawiciele organizacji lobbingowych dysponowaliby znacznie większym doświadczeniem instytucjonalnym niż stale wymieniani posłowie, równowaga pomiędzy władzą ustawodawczą i wykonawczą mogłaby ulec osłabieniu.

Rotacja może być zaletą, ale ma swoją cenę

Zwolennicy dwukadencyjności wskazują oczywiście na odwrotną stronę tego samego mechanizmu. Regularna wymiana parlamentarzystów może ograniczać tworzenie się zamkniętej klasy politycznej, otwierać drogę młodszym kandydatom i osobom spoza dotychczasowych struktur oraz utrudniać wieloletnie utrzymywanie mandatu dzięki samej przewadze wynikającej z bycia urzędującym posłem.

Partie mogłyby oczywiście uzupełniać kadry doświadczonymi samorządowcami, byłymi ministrami, europosłami, ekspertami, przedsiębiorcami czy przedstawicielami organizacji społecznych. Nie zmienia to jednak faktu, że doświadczenie zdobyte w Sejmie lub Senacie jest odrębnym zasobem, którego nie da się w pełni zastąpić samym doświadczeniem zawodowym.

Dlatego dyskusja o dwukadencyjności parlamentu nie powinna sprowadzać się wyłącznie do hasła „koniec zawodowych polityków”. Taki limit może zwiększać rotację i otwierać parlament na nowe osoby, ale jednocześnie może osłabiać pamięć instytucjonalną i powodować, że państwo regularnie będzie rezygnowało z parlamentarzystów posiadających doświadczenie, specjalistyczną wiedzę i nadal cieszących się poparciem swoich wyborców.

Najważniejszy będzie jeden przepis

O rzeczywistym znaczeniu reformy zdecyduje przede wszystkim przepis określający moment rozpoczęcia liczenia kadencji.

Jeżeli wcześniejsze kadencje zostaną uwzględnione, zmiana natychmiast dotknie wielu najbardziej doświadczonych parlamentarzystów – także w samym PSL. Jeżeli nie będą uwzględniane, część obecnych wielokadencyjnych posłów mogłaby pozostawać w Sejmie jeszcze przez kolejne kadencje.

Dopiero przedstawienie konkretnego projektu pokaże więc, czy zapowiedź „zaczynamy od siebie” oznacza gotowość do realnego ograniczenia możliwości ponownego kandydowania obecnych parlamentarzystów, czy ustanowienie reguły działającej przede wszystkim na przyszłość.

Źródła

VideoParlament – wystąpienie Władysława Kosiniaka-Kamysza podczas Rady Naczelnej PSL, 10 października 2026 r.
Onet / PAP – Kosiniak-Kamysz o dwukadencyjności posłów i senatorów
Senat RP – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art. 99 i art. 235
Senat RP – petycja w sprawie ograniczenia liczby kadencji posłów i senatorów
Sejm RP – aktualny skład klubów i kół parlamentarnych
Sejm RP – Władysław Kosiniak-Kamysz, staż parlamentarny
Sejm RP – Marek Sawicki, staż parlamentarny
Sejm RP – Piotr Zgorzelski, staż parlamentarny
Fakt – Marek Sawicki o dwukadencyjności parlamentu
Dziennik.pl – Piotr Zgorzelski o dwukadencyjności posłów i senatorów
ELI / Dziennik Ustaw – ustawa z 11 stycznia 2018 r., w tym przepisy przejściowe dotyczące liczenia kadencji samorządowych
Sejm RP – druk nr 2211, projekt dotyczący dwukadencyjności organów wykonawczych gmin
Sejm RP – druk nr 1529 i przebieg prac nad projektem PSL
Serwis Samorządowy PAP – oficjalny podział mandatów w sejmikach województw po wyborach 2024
Serwis Samorządowy PAP – wyniki wyborów do rad powiatów w 2024 r.
Serwis Samorządowy PAP – wyniki wyborów do rad gmin i miast w 2024 r.
Tatiana Majcherkiewicz, „Koalicje samorządowe po wyborach w 2024 roku” – analiza składu zarządów województw
Parlament Europejski / EPRS – analiza zalet i ryzyk limitowania kadencji parlamentarzystów
PKW / ELI – oficjalne wyniki wyborów do Sejmu w 2023 r., liczba kandydatów
Sejm RP – 117 debiutantów w Sejmie X kadencji

Podobał Ci się ten artykuł?

lukaszptak.pl tworzę samodzielnie.
Jeśli cenisz moje teksty, komentarze i analizy, możesz wesprzeć dalszy rozwój serwisu, stawiając mi wirtualną kawę.

Treści pozostają dostępne bez paywalla, a każde wsparcie jest całkowicie dobrowolne.

Wsparcie realizowane przez buycoffee.to

Udostępnij artykuł

Awatar Łukasz Ptak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *