Łukasz Gibała wygrał przedterminowe wybory prezydenta Krakowa. I nie jest to zwycięstwo na granicy błędu statystycznego czy powtórka niezwykle wyrównanego pojedynku z 2024 roku. Według pełnych danych Państwowej Komisji Wyborczej na kandydata Krakowa dla Mieszkańców zagłosowały 161 184 osoby, co dało mu 62,12 proc. poparcia. Monika Piątkowska, popierana przez Koalicję Obywatelską i PSL, otrzymała 98 306 głosów – 37,88 proc.
Różnica wyniosła 62 878 głosów i aż 24,24 punktu procentowego. Gibała wygrał we wszystkich 18 dzielnicach Krakowa. Dla polityka, który zaledwie dwa lata temu przegrał walkę o ten sam urząd z Aleksandrem Miszalskim różnicą 5434 głosów, jest to zasadnicza zmiana politycznej pozycji.
To jednocześnie finał wyjątkowego procesu politycznego: najpierw wyborów z 2024 roku, później narastającego konfliktu wokół sposobu zarządzania miastem, skutecznego referendum odwoławczego, kilku miesięcy rządów komisarza i w konsekwencji przedterminowych wyborów.
PKW: Gibała 62,12 proc., Piątkowska 37,88 proc.
Państwowa Komisja Wyborcza podliczyła wyniki ze wszystkich 454 obwodów głosowania. Frekwencja w drugiej turze wyniosła 44,27 proc.
| Kandydat | Liczba głosów | Wynik |
|---|---|---|
| Łukasz Gibała | 161 184 | 62,12 proc. |
| Monika Piątkowska | 98 306 | 37,88 proc. |
Łącznie na obu kandydatów oddano 259 490 ważnych głosów. Gibała uzyskał więc niemal trzy piąte wszystkich głosów oddanych w decydującym starciu i wygrał przewagą większą niż liczba głosów zdobytych przez któregokolwiek z kandydatów odpadających po pierwszej turze.
Dwa lata temu zabrakło mu 5434 głosów
Skalę obecnego wyniku najlepiej pokazuje porównanie z wyborami samorządowymi z 2024 roku. Wówczas Łukasz Gibała również znalazł się w drugiej turze, ale przegrał z Aleksandrem Miszalskim.
Miszalski otrzymał wtedy 133 703 głosy, czyli 51,04 proc., a Gibała 128 269 głosów – 48,96 proc. Różnica wyniosła zaledwie 5434 głosy.
W 2026 roku sytuacja odwróciła się całkowicie. Gibała nie tylko wygrał, ale uzyskał o 32 915 głosów więcej niż w drugiej turze dwa lata wcześniej. Zamiast porażki różnicą nieco ponad pięciu tysięcy głosów otrzymał mandat do rządzenia miastem z przewagą niemal 63 tysięcy.
Dlaczego Kraków w ogóle głosował przedterminowo?
Przedterminowe wybory były bezpośrednim następstwem referendum z 24 maja 2026 roku. Mieszkańcy zdecydowali w nim o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa przed końcem kadencji rozpoczętej w 2024 roku.
W referendum dotyczącym prezydenta wzięło udział 176 228 osób. Frekwencja wyniosła 29,99 proc., podczas gdy do ważności głosowania potrzebny był udział co najmniej 158 555 mieszkańców, odpowiadający 26,98 proc. uprawnionych.
Za odwołaniem Miszalskiego opowiedziało się 171 581 głosujących, przeciwko było 3631 osób. Samej proporcji głosów „za” i „przeciw” nie należy jednak interpretować jak klasycznego sondażu poparcia dla ówczesnego prezydenta. Miszalski przed referendum publicznie apelował do swoich zwolenników, aby nie uczestniczyli w głosowaniu, licząc na nieosiągnięcie wymaganej frekwencji.
Strategia nie zadziałała. Próg dotyczący odwołania prezydenta został przekroczony i Miszalski stracił stanowisko.
Rada Miasta przetrwała referendum. To dziś ma ogromne znaczenie
Tego samego dnia mieszkańcy głosowali również nad odwołaniem całej Rady Miasta Krakowa. W tym przypadku wymagany próg był jednak wyższy – do urn musiało pójść co najmniej 179 792 mieszkańców. Frekwencji zabrakło i rada pozostała na swoim miejscu.
To pozornie techniczne rozstrzygnięcie będzie jednym z najważniejszych uwarunkowań nowej prezydentury. Łukasz Gibała obejmie urząd, ale nie otrzyma równocześnie nowej rady wyłonionej razem z nim. Będzie musiał współpracować z organem wybranym jeszcze w 2024 roku, w którym jego środowisko nie posiada większości.
Na ten problem zwracałem uwagę już po pierwszej turze w artykule „Kraków przed II turą. Gibała i Piątkowska – przepływy głosów i scenariusze rządzenia”. Wówczas był to jeden z możliwych scenariuszy. Po zwycięstwie Gibały staje się pierwszym praktycznym testem jego prezydentury.
Referendum nie miało jednej przyczyny
Badając dziś przyczyny przedterminowych wyborów, trzeba pamiętać, że Aleksander Miszalski nie został odwołany z powodu jednej złej w ocenie mieszkańców decyzji. Sam były prezydent przed referendum przyznawał, że doszło raczej do kumulacji błędów i niewystarczającego wyjaśniania mieszkańcom polityki miasta.
Na przełomie 2025 i 2026 roku nałożyło się na siebie kilka konfliktów: rozpoczęcie funkcjonowania Strefy Czystego Transportu, podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej, rozszerzenie godzin płatnego parkowania i opłat na niedziele w centrum oraz dyskusja o trudnej sytuacji finansowej miasta.
Strefa Czystego Transportu stała się natomiast jednym z najbardziej widocznych symboli sporu. Zaczęła obowiązywać 1 stycznia 2026 roku. Władze miasta próbowały później modyfikować część jej zasad, ale politycznie nastąpiło to już w czasie rozwijającej się kampanii referendalnej.
Pierwsza tura: Gibała prowadził, ale daleko mu było do większości
27 września do pierwszej tury przystąpiło ostatecznie siedmioro kandydatów. Jan Hoffman – jeden z inicjatorów referendum – wycofał swoją kandydaturę tuż przed wyborami i udzielił poparcia Gibale.
| Kandydat | Głosy | Poparcie |
|---|---|---|
| Łukasz Gibała | 93 042 | 36,38 proc. |
| Monika Piątkowska | 76 514 | 29,91 proc. |
| Michał Drewnicki | 44 772 | 17,50 proc. |
| Aleksandra Owca | 17 684 | 6,91 proc. |
| Daria Gosek-Popiołek | 12 303 | 4,81 proc. |
| Michał Klimek | 10 523 | 4,11 proc. |
| Sławomir Pietrzyk | 947 | 0,37 proc. |
Łącznie oddano 255 785 ważnych głosów, a frekwencja wyniosła 43,50 proc. Gibała prowadził różnicą 16 528 głosów, ale najważniejsza przed drugą turą była inna liczba: 86 229 głosów oddano na kandydatów, którzy nie znaleźli się w dogrywce.
To właśnie o tę grupę toczyła się w praktyce druga część kampanii.
Gibała urósł o ponad 68 tysięcy głosów. Piątkowska o niespełna 22 tysiące
Porównanie wyników obu tur pokazuje bardzo wyraźnie, kto skuteczniej poszerzył swój elektorat.
| Kandydat | I tura | II tura | Zmiana |
|---|---|---|---|
| Łukasz Gibała | 93 042 | 161 184 | +68 142 |
| Monika Piątkowska | 76 514 | 98 306 | +21 792 |
Łącznie kandydaci zdobyli w drugiej turze o 89 934 głosy więcej niż suma ich wyników z pierwszego głosowania. Jednocześnie liczba ważnych głosów zwiększyła się o 3705. Czysta arytmetyka pokazuje więc, że 86 229 głosów oddanych wcześniej na pozostałych kandydatów oraz wzrost liczby ważnych głosów dokładnie odpowiadają różnicy pomiędzy sumami wyników finalistów w obu turach.
Nie oznacza to oczywiście, że można każdy z tych głosów przypisać w prosty sposób. Część wyborców z pierwszej tury mogła w drugiej zostać w domu, inni wyborcy zostali dopiero zmobilizowani, a pojedyncze osoby mogły nawet zmienić wybór pomiędzy kandydatami. Tutaj pomocne jest badanie exit poll Ipsos.
Wyborcy Drewnickiego, lewicy i osoby niegłosujące wcześniej
Analiza przepływów elektoratu Ipsos pokazuje, że Gibała zbudował w drugiej turze znacznie szerszą koalicję wyborców niż tylko własny elektorat z 27 września.
54,5 proc. osób głosujących na niego w drugiej turze popierało go już dwa tygodnie wcześniej. Aż 16,8 proc. jego drugoturowego elektoratu stanowili natomiast wcześniejsi wyborcy Michała Drewnickiego z PiS. Kolejne 5,9 proc. to osoby, które w pierwszej turze głosowały na Aleksandrę Owcę z Razem.
Bardzo ważna okazała się również mobilizacja nowych wyborców: 15,5 proc. osób, które w drugiej turze zagłosowały na Gibałę, według exit poll nie uczestniczyło w pierwszym głosowaniu.
W przypadku Piątkowskiej aż 68,8 proc. jej drugoturowych wyborców stanowiły osoby, które poparły ją już w pierwszej turze. 17,4 proc. wcześniej nie głosowało, 5,8 proc. stanowili wcześniejsi wyborcy Darii Gosek-Popiołek, a 4,3 proc. wyborcy Aleksandry Owcy.
Dane te pokazują coś więcej niż prosty podział „KO kontra reszta”. Gibała był w stanie zgromadzić przy jednej kandydaturze wyborców o bardzo różnych preferencjach – od części elektoratu PiS, przez część wyborców Razem, po osoby, które dwa tygodnie wcześniej w ogóle nie poszły do urn.
Wygrał wszystkie 18 dzielnic Krakowa
Jeszcze mocniej skalę zwycięstwa pokazuje geografia wyborcza. Monika Piątkowska nie wygrała w żadnej z 18 dzielnic miasta.
Najwyższe poparcie Gibała osiągnął we wschodniej części Krakowa. Na Wzgórzach Krzesławickich uzyskał 71,8 proc., w Bieńczycach 71,4 proc., a w Nowej Hucie 69,2 proc.
Rywalizacja była znacznie bardziej wyrównana w centrum i zachodniej części miasta. Na Zwierzyńcu Gibała wygrał 53,3 do 46,7 proc., na Starym Mieście 53,9 do 46,1 proc., a na Grzegórzkach 56,5 do 43,5 proc.
Fakt, że kandydat Krakowa dla Mieszkańców wygrał zarówno na wschodzie miasta przewagą przekraczającą 40 punktów procentowych, jak i w najbardziej wyrównanych dzielnicach centralnych, utrudnia sprowadzenie jego zwycięstwa do sukcesu w jednej części Krakowa czy w jednym środowisku społecznym.
Czy był to przede wszystkim głos przeciwko KO?
Po ogłoszeniu wyników politycy opozycji natychmiast zaczęli przedstawiać rezultat jako porażkę Donalda Tuska i całej koalicji rządzącej. Piątkowska była popierana przez KO i PSL, a w jej kampanię zaangażowali się prominentni przedstawiciele rządu.
Nie oznacza to jednak, że wynik Krakowa można automatycznie potraktować jak lokalny sondaż poparcia dla rządu. Przedterminowe wybory miały bardzo specyficzny kontekst: odbywały się kilka miesięcy po odwołaniu w referendum prezydenta wybranego z poparciem KO, a Gibała od wielu lat budował w mieście własną rozpoznawalność i lokalne zaplecze.
Prof. Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego ocenił w rozmowie z Euronews, że jednym z atutów Gibały była jego deklarowana bezpartyjność, natomiast kolejne wizyty ministrów wspierających Piątkowską nie musiały jej pomagać i część krakowskich wyborców mogła odbierać je negatywnie.
To interesujący paradoks tej kampanii. Piątkowska prezentowała dobre relacje z rządem jako atut, który miał ułatwić zdobywanie środków na duże inwestycje. Jej konkurent budował natomiast przekaz o samodzielności Krakowa wobec partyjnych central. Wynik wskazuje, że w tych konkretnych wyborach skuteczniejsza okazała się druga narracja.
Gibała nie pojawił się w Krakowie wczoraj
Nie był to również sukces politycznego debiutanta, który nagle wykorzystał kryzys przeciwnika. Dla Łukasza Gibały był to już czwarty start w wyborach prezydenta Krakowa.
W 2014 roku zajął trzecie miejsce z wynikiem 11,16 proc. Cztery lata później ponownie był trzeci, zdobywając 17,14 proc. W 2024 roku po raz pierwszy wszedł do drugiej tury i przegrał z Miszalskim różnicą zaledwie 5434 głosów. Dwa lata później zdobył urząd.
To ponad dekada konsekwentnego budowania własnej marki politycznej w jednym mieście. Bez tego kontekstu wynik 62,12 proc. byłby trudny do właściwej interpretacji.
Monika Piątkowska nie zdołała poszerzyć swojego poparcia w podobnej skali
W pierwszej turze kandydatka popierana przez KO i PSL otrzymała niemal 30 proc. głosów. W drugiej zdobyła prawie 98,3 tys. głosów, ale jej przyrost był ponad trzykrotnie mniejszy niż w przypadku Gibały.
Po wyborach Piątkowska przyznała, że rezultat jej nie satysfakcjonuje i mówiła o bardzo trudnej kampanii. Zapowiedziała jednocześnie dalszą aktywność polityczną i patrzenie nowemu prezydentowi na ręce.
Dla krakowskiej KO wynik jest natomiast kolejnym problemem po majowym referendum. Najpierw ugrupowanie utraciło urząd prezydenta sprawowany przez Aleksandra Miszalskiego, a niespełna pięć miesięcy później kandydatka przez nie popierana przegrała przedterminowe wybory bardzo wyraźną różnicą.
Referendum było pierwszą częścią tej samej historii
Trudno analizować październikowy wynik bez majowego referendum. Wyborcy, którzy doprowadzili do odwołania Miszalskiego, oczekiwali zmiany w sposobie zarządzania miastem. Gibała przez lata pozostawał najbardziej rozpoznawalnym politykiem lokalnym spoza obozu sprawującego władzę w magistracie.
Nie był główną twarzą samej inicjatywy referendalnej – tę rolę pełnił przede wszystkim Jan Hoffman – ale środowisko Krakowa dla Mieszkańców uczestniczyło w działaniach prowadzących do referendum. Hoffman przed pierwszą turą ostatecznie wycofał swoją kandydaturę, poparł Gibałę i podpisał z nim „Pakt współpracy dla Krakowa”.
W tym sensie druga tura była nie tylko wyborem pomiędzy dwiema osobami. Dla części mieszkańców stanowiła również kolejne głosowanie nad kierunkiem zmiany rozpoczętej 24 maja.
Zwycięstwo jest wysokie. Swobody rządzenia jednak nie będzie
62,12 proc. głosów daje Gibale bardzo silny mandat wyborczy, ale nie zmienia matematyki w Radzie Miasta. Kraków nie wybierał jej ponownie, a środowisko nowego prezydenta nie dysponuje w niej samodzielną większością.
Uchwały budżetowe, miejscowe plany, część zmian organizacyjnych czy większe inwestycje wymagają współpracy z radnymi. Nowy prezydent będzie więc musiał szukać większości zależnie od konkretnej sprawy – wśród radnych KO, PiS, Lewicy i radnych niezrzeszonych.
Paradoksalnie może to być najważniejsza różnica pomiędzy wygraniem wyborów a rzeczywistym rządzeniem Krakowem. Wynik daje prezydentowi silną legitymację polityczną, ale nie daje mu automatycznie 22 głosów potrzebnych do posiadania większości w 43-osobowej radzie.
Pierwsze zapowiedzi: bilety i Dolina Prądnika
Gibała już dzień po wyborach zaczął wskazywać pierwsze decyzje. Zapowiedział między innymi przywrócenie biletu 20-minutowego w komunikacji miejskiej oraz działania dotyczące ochrony Doliny Prądnika.
Jednocześnie mówił o trudnej sytuacji finansowej miasta i konieczności współpracy ponad dotychczasowymi podziałami. To istotne, bo jego pierwsza kadencja będzie wyjątkowo krótka. Jako zwycięzca wyborów przedterminowych dokończy jedynie trwającą kadencję samorządową – kolejne regularne wybory mają odbyć się w 2028 roku.
W praktyce oznacza to około dwóch lat na udowodnienie, że wieloletnia działalność opozycyjna i krytyka kolejnych władz Krakowa mogą zostać przełożone na skuteczne zarządzanie miastem.
Najważniejszy test zaczyna się dopiero teraz
Łukasz Gibała osiągnął w niedzielę wynik, który trudno uznać jedynie za minimalne rozstrzygnięcie lokalnego sporu. 62,12 proc. głosów, zwycięstwo we wszystkich 18 dzielnicach i pozyskanie wyborców bardzo różnych kandydatów tworzą silny mandat polityczny.
Jednocześnie wynik nie powinien być automatycznie przenoszony na poziom ogólnopolskiej polityki. Kraków głosował po wyjątkowym kryzysie lokalnym, skutecznym referendum odwoławczym i kampanii prowadzonej przez kandydata, który o urząd prezydenta zabiegał od 2014 roku.
Przed drugą turą pisałem, że po zamknięciu lokali wyborczych zwycięzca będzie musiał zacząć liczyć nie tylko głosy mieszkańców, ale także głosy 43 radnych. Dziś wiadomo już, że tym zwycięzcą jest Gibała. I właśnie od zdolności do zbudowania współpracy w Radzie Miasta może zależeć, czy 62,12 proc. poparcia stanie się początkiem trwałej zmiany krakowskiego samorządu, czy jedynie efektownym zwycięstwem wyborczym.
Źródła
Serwis Samorządowy PAP – pełne dane PKW z drugiej tury wyborów prezydenta Krakowa
Onet / PKW – pełne wyniki pierwszej tury przedterminowych wyborów w Krakowie
Serwis Samorządowy PAP – wyniki referendum z 24 maja 2026 r. i pozostanie Rady Miasta
Miasto Kraków – Aleksander Miszalski o przyczynach referendum i błędach swojej administracji
Wirtualna Polska – apel Aleksandra Miszalskiego o nieuczestniczenie w referendum
Zarząd Dróg Miasta Krakowa – Strefa Czystego Transportu i zmiany w jej funkcjonowaniu
Wirtualna Polska / Ipsos – analiza przepływów elektoratów w drugiej turze
Głos24 – wyniki drugiej tury w 18 dzielnicach Krakowa
Euronews – powyborcza analiza prof. Bartłomieja Biskupa i reakcje polityczne
TVN24 – wyniki drugiej tury wyborów prezydenta Krakowa w 2024 r.
RMF24 – pierwsze zapowiedzi Łukasza Gibały po zwycięstwie
