Rok do wyborów 2027. Kto może stworzyć rząd? Sondaże, D’Hondt i wszystkie realne koalicje

Sala Posiedzeń Sejmu RP – analiza sondaży przed wyborami parlamentarnymi 2027

Koalicja Obywatelska prowadzi w najnowszych sondażach, ale zwycięstwo wyborcze nie musi oznaczać utrzymania władzy przez Donalda Tuska. Najnowsze badanie United Surveys by IBRiS daje KO 30,6 proc. poparcia, podczas gdy cztery ugrupowania znajdujące się po prawej stronie sceny politycznej mogłyby łącznie zdobyć większość mandatów. Problem w tym, że musieliby porozumieć się Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Mateusz Morawiecki i Grzegorz Braun – politycy, których środowiska obecnie stawiają sobie nawzajem twarde warunki. Na rok przed wyborami parlamentarnymi sprawdzam nie tylko procenty, ale również metodę d’Hondta, progi wyborcze i wszystkie matematycznie możliwe warianty przyszłego rządu.

KO wygrywa najnowszy sondaż, ale nie ma większości

Najnowsze badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski zostało przeprowadzone w dniach 2–4 października 2026 roku na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków. Gdyby taki wynik powtórzył się w wyborach, do Sejmu weszłoby sześć ugrupowań.

UgrupowaniePoparcieSzacowane mandaty
Koalicja Obywatelska30,6%190
Prawo i Sprawiedliwość18,0%103
Konfederacja14,1%77
Konfederacja Korony Polskiej9,0%41
Lewica7,4%30
Rozwój Plus5,7%19
PSL4,4%0
Razem3,9%0
Polska 20500,5%0
Sondaż United Surveys by IBRiS dla WP, 2–4 października 2026 r. Podział mandatów jest przybliżeniem wykonanym modelem prof. Jarosława Flisa. W rzeczywistych wyborach mandaty są rozdzielane osobno w 41 okręgach.

KO i Lewica miałyby wspólnie 220 mandatów, czyli o 11 mniej od stabilnej większości 231 miejsc. PSL i Polska 2050, mimo że pozostają częścią obecnego obozu rządowego, nie weszłyby do Sejmu.

Po drugiej stronie PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej oraz Rozwój Plus zebrałyby 240 mandatów. Matematycznie pozwala to stworzyć rząd. Politycznie jest to jednak jedna z najbardziej skomplikowanych większości, jakie można sobie obecnie wyobrazić.

PiS i Rozwój Plus razem mają już tylko 23,7 proc.

Rozwój Plus powstał w wyniku rozłamu w dotychczasowym obozie PiS, dlatego przy analizowaniu długoterminowej zmiany poparcia warto traktować obie formacje również łącznie. W najnowszym badaniu PiS otrzymuje 18,0 proc., a Rozwój Plus 5,7 proc., co daje 23,7 proc.

Przy przeliczaniu mandatów trzeba je jednak rozdzielić, ponieważ sondaż zakłada dwie osobne listy i właśnie osobne listy podlegają progom oraz metodzie d’Hondta.

Jeszcze ciekawsze jest porównanie z dwiema partiami wywodzącymi się ze środowiska dawnej Konfederacji. Konfederacja Mentzena i Bosaka ma 14,1 proc., a Konfederacja Korony Polskiej Brauna 9,0 proc. Łącznie to 23,1 proc. – niemal dokładnie tyle samo, ile PiS i Rozwój Plus razem.

Na polskiej prawicy nie istnieje więc już jeden dominujący ośrodek. Mamy dwa porównywalne pod względem poparcia segmenty: obóz wywodzący się z PiS oraz obie Konfederacje. To fundamentalnie zmienia przyszłe negocjacje o stanowisko premiera i podział władzy.

KO pozostaje stabilna. Załamało się jej otoczenie koalicyjne

Porównanie z wyborami z 15 października 2023 roku pokazuje, że największą zmianą tej kadencji wcale nie jest wynik największej partii rządzącej. KO otrzymała wówczas 30,7 proc. głosów. Dziś ma 30,6 proc.

Problemem Donalda Tuska jest to, co wydarzyło się z partnerami, którzy trzy lata temu pozwolili stworzyć większość 248 posłów.

Blok / środowiskoWybory 2023Koniec 2024*Koniec 2025*Październik 2026
KO30,70%31,3%34,64%30,6%
PiS + późniejszy R+35,38%27,4%30,94%23,7%
Konfederacja + KKP7,16%9,9%17,52%23,1%
centrum: TD / PSL + Polska 205014,40%10,4%5,00%4,9%
Lewica + Razem8,61%ok. 9,3%11,62%11,3%
* Dane z różnych badań i pracowni są punktami orientacyjnymi, a nie jednolitym szeregiem statystycznym. W 2023 r. Braun startował w ramach Konfederacji, a Razem w ramach listy Nowej Lewicy. W kolejnych latach doszło do podziałów, dlatego dla pokazania długoterminowych przepływów część ugrupowań została zsumowana.

Największym przegranym kadencji jest zatem polityczne centrum. Trzecia Droga zdobyła w 2023 roku 14,40 proc. głosów i 65 mandatów. Dzisiaj PSL i Polska 2050 mają razem zaledwie 4,9 proc.

Największym beneficjentem jest natomiast szeroko rozumiana prawica poza PiS. Konfederacja z ugrupowaniem Brauna startowały w 2023 roku z jednej listy i zdobyły 7,16 proc. Dziś ich dwa odrębne środowiska osiągają w najnowszym badaniu łącznie 23,1 proc.

To nie jest pojedynczy wyskok jednego sondażu

Poszczególne pracownie pokazują spore różnice – we wrześniu KO otrzymywała od 26,1 do 36,5 proc., PiS od 15 do 22,6 proc., a Konfederacja od 11,2 do 15,3 proc. Kierunek zmian jest jednak powtarzalny.

Prosta, nieważona średnia dziewięciu wrześniowych badań zestawionych przez serwis ewybory.eu oraz najnowszego badania United Surveys daje około 31,2 proc. dla KO, 24,3 proc. dla PiS i Rozwoju Plus łącznie, 22,2 proc. dla obu Konfederacji, 11,4 proc. dla Lewicy i Razem oraz zaledwie 4,1 proc. dla PSL i Polski 2050 razem.

Nie jest to profesjonalny agregator uwzględniający jakość i efekty poszczególnych pracowni, ale pokazuje, że zasadniczy układ sił nie wynika tylko z jednego badania.

Dlaczego d’Hondt może zdecydować o władzy?

Ogólnopolski procent poparcia nie jest bezpośrednio przeliczany na 460 mandatów. Polska jest podzielona na 41 okręgów wyborczych i dopiero w każdym z nich mandaty rozdziela się metodą d’Hondta.

Najpierw działa jednak próg krajowy. Lista partyjna musi zdobyć co najmniej 5 proc. głosów. Formalny koalicyjny komitet wyborczy potrzebuje 8 proc. Dopiero ugrupowania spełniające ten warunek uczestniczą w rozdziale mandatów w okręgach.

W najnowszym sondażu 8,8 proc. deklarowanych głosów na partie przypada na PSL, Razem i Polskę 2050 – ugrupowania, które znalazłyby się poza Sejmem. To właśnie te głosy najbardziej deformują prostą zależność między procentem poparcia a liczbą mandatów.

Dlatego wzrost PSL z 4,4 do 5,0 proc. może mieć dla przyszłego rządu większe znaczenie niż wzrost KO z 30 do 31 proc. Wejście kolejnej partii do Sejmu powoduje ponowne rozdzielenie mandatów we wszystkich 41 okręgach.

Podobne ryzyko istnieje po prawej stronie. Rozwój Plus ma obecnie tylko 5,7 proc. Jeżeli spadnie pod próg, jego głosy nie dadzą własnych mandatów, choć część utraconych miejsc zostanie oczywiście przejęta również przez inne ugrupowania prawicowe. Dlatego nie można po prostu odjąć od bloku obecnych 19 mandatów Rozwoju Plus.

PSL jest dziś znacznie ważniejsze, niż sugeruje 4,4 proc.

Dla obecnego obozu rządzącego najważniejszą liczbą w najnowszym sondażu może być właśnie 4,4 proc. PSL. Ludowcom brakuje zaledwie 0,6 pkt proc. do progu.

Jeżeli PSL wejdzie do Sejmu, nie tylko zdobędzie własne mandaty. Zmniejszy jednocześnie premię wynikającą z głosów zmarnowanych pod progiem. Przy obecnych 220 mandatach KO i Lewicy kilkanaście miejsc ludowców może całkowicie zmienić arytmetykę większości.

Nie można jednak automatycznie powiedzieć, że 5 proc. dla PSL zapewni obecnej koalicji rząd. Każde wejście dodatkowej listy odbiera mandaty również KO i Lewicy, a dokładny rezultat zależy od rozkładu terytorialnego głosów.

Powrót Trzeciej Drogi w starej formule byłby dziś ryzykowny

PSL oficjalnie przygotowuje się obecnie do samodzielnego startu, ale nie wyklucza powrotu do współpracy z Polską 2050 ani innej konfiguracji z KO.

Proste reaktywowanie Trzeciej Drogi jako formalnego komitetu koalicyjnego byłoby jednak przy dzisiejszych sondażach niezwykle niebezpieczne. PSL i Polska 2050 mają razem tylko 4,9 proc., podczas gdy formalna koalicja wyborcza musi przekroczyć próg 8 proc.

Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby kandydaci kilku ugrupowań wystartowali z list jednego komitetu partyjnego albo gdyby centrum weszło na listę KO. Wtedy zastosowanie może mieć próg 5 proc., zależnie od prawnej konstrukcji komitetu.

Jedna lista obecnej koalicji może zmienić wynik

O możliwym wspólnym starcie obecnego obozu rządowego pisałem już szerzej w analizie „Pakt sejmowy przed wyborami 2027? Jedna lista koalicji czy dwa duże bloki”.

Znaczenie konfiguracji list widać również w modelach mandatowych. Aktualna symulacja Polling Forecast przy własnym zestawie bazowych sondaży daje wariantowi dwóch list obecnego obozu około 230 mandatów – dokładnie o jeden za mało do stabilnej większości. Jedna wspólna lista KO, Lewicy, PSL, Polski 2050 i mniejszych partnerów otrzymuje w tym samym modelu 242 mandaty.

Nie można tych wartości bezpośrednio zestawiać z symulacją 220–240 Wirtualnej Polski, ponieważ wykorzystano inne dane wejściowe. Pokazują jednak mechanizm: przy rozdrobnieniu i partiach balansujących wokół progu sposób ułożenia list może być równie ważny jak kilka punktów procentowych poparcia.

PiS i Rozwój Plus: osobno czy razem?

Podobny problem istnieje po prawej stronie. W sierpniu United Surveys sprawdził zarówno wspólny start PiS i środowiska Mateusza Morawieckiego, jak i dwie oddzielne listy.

W pierwszym wariancie szeroko rozumiana prawica otrzymywała 245 mandatów, w drugim – przy Rozwoju Plus przekraczającym próg – 242. Różnica wynosiła zaledwie trzy mandaty.

Oznacza to, że sama liczba list nie przesądza wyniku. Rozdrobnienie staje się naprawdę niebezpieczne wtedy, gdy któraś z nich spadnie pod próg.

W aktualnym Sejmie istnieje tylko sześć minimalnych większości

Jeżeli przyjmiemy dokładnie podział mandatów z najnowszej symulacji – KO 190, PiS 103, Konfederacja 77, KKP 41, Lewica 30 i Rozwój Plus 19 – można matematycznie wyznaczyć wszystkie minimalne koalicje posiadające co najmniej 231 mandatów.

KoalicjaMandatyOcena polityczna dziś
PiS + Konfederacja + KKP + Rozwój Plus240Matematycznie realna, politycznie bardzo trudna
KO + Konfederacja267Matematycznie bardzo wygodna, obecnie politycznie mało prawdopodobna
KO + PiS293Wielka koalicja – obecnie skrajnie mało prawdopodobna
KO + Lewica + Rozwój Plus239Matematycznie możliwa, dziś blokowana deklaracją R+
KO + KKP231Dokładna większość, politycznie praktycznie niewyobrażalna
PiS + Konfederacja + KKP + Lewica251Matematycznie możliwa, programowo praktycznie niewyobrażalna
Minimalna większość oznacza taki zestaw ugrupowań, w którym usunięcie dowolnego partnera powoduje spadek poniżej 231 mandatów. Większe koalicje są matematycznie możliwe, ale zawierają już jedną z powyższych większości.

Prawica ma 240 mandatów, ale każdy z czterech partnerów jest konieczny

To najważniejszy wniosek z najnowszej arytmetyki. Hasło „prawica ma większość” jest prawdziwe tylko pod jednym warunkiem: PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej i Rozwój Plus muszą współpracować równocześnie.

PiS, Konfederacja i KKP bez Rozwoju Plus mają 221 mandatów. Brakuje im 10.

PiS, Konfederacja i Rozwój Plus bez Brauna mają zaledwie 199 mandatów. Brakuje im 32.

Oznacza to, że ani KKP, ani Rozwój Plus nie są w tej konfiguracji opcjonalnymi dodatkami. Są niezbędne do większości.

Kaczyński mówi „nie” Braunowi. I to nawet kosztem władzy

Najpoważniejszą przeszkodą w zbudowaniu prawicowej większości pozostaje dziś relacja PiS z Konfederacją Korony Polskiej.

Jarosław Kaczyński w czerwcu jednoznacznie wykluczył koalicję z Grzegorzem Braunem – według jego deklaracji nawet za cenę utraty możliwości rządzenia. Jednocześnie prezes PiS sygnalizował otwartość na porozumienie z Konfederacją Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka.

To jedna z najmocniejszych deklaracji w całej obecnej układance. Jeżeli zostanie utrzymana również po wyborach, dzisiejsze 240 mandatów szerokiej prawicy nie będzie można zamienić na formalną czteropartyjną koalicję.

Mentzen nie chce Kaczyńskiego, ale nie zamyka drzwi PiS

Stanowisko Sławomira Mentzena jest bardziej warunkowe. Lider Konfederacji mówił wprost, że nie zamierza dogadywać się z Jarosławem Kaczyńskim i nie widzi obecnie możliwości wiarygodnego porozumienia z PiS kierowanym przez obecnego prezesa.

Jednocześnie sam wskazał możliwe wyjście z sytuacji: jeżeli Kaczyński odejdzie i pozostawi partię młodszym politykom, „będzie o czym rozmawiać”. To nie jest więc definitywne weto wobec PiS jako partii, lecz przede wszystkim wobec obecnego modelu jego przywództwa.

Bosak zostawia znacznie więcej otwartych drzwi

Krzysztof Bosak prezentuje bardziej pragmatyczne podejście. Pytany bezpośrednio o możliwość utworzenia rządu z ugrupowaniem Grzegorza Brauna odpowiadał, że niczego nie wyklucza i w polityce trzeba być zdolnym do negocjowania z każdym.

Pokazuje to również istotną różnicę akcentów wewnątrz samej Konfederacji. Nie każda publiczna wypowiedź Mentzena automatycznie zamyka wszystkie możliwości negocjacyjne całej formacji.

Braun może rozmawiać z PiS – ale bez Kaczyńskiego

Z drugiej strony również środowisko Konfederacji Korony Polskiej nie odrzuca samej idei prawicowej koalicji. Wiceprezes KKP Roman Fritz deklarował gotowość do rozmów o porozumieniu prawicy, stawiając jednak warunek personalny: współpraca z PiS miałaby być możliwa bez Jarosława Kaczyńskiego.

Powstaje więc interesująca symetria. Mentzen nie chce negocjować z PiS Kaczyńskiego, a KKP również uzależnia współpracę od odejścia Kaczyńskiego. Jednocześnie to sam Kaczyński najostrzej blokuje możliwość dopuszczenia ugrupowania Brauna do władzy.

Rozwój Plus wyklucza KO i Koronę Brauna

Jeszcze inny problem stwarza formacja Mateusza Morawieckiego. Poseł Rozwoju Plus Krzysztof Szczucki publicznie deklarował, że nie wyobraża sobie koalicji ani z Koalicją Obywatelską, ani z Konfederacją Korony Polskiej.

Przy obecnej symulacji jest to szczególnie ważne. Bez 19 mandatów Rozwoju Plus prawicowej większości nie ma. Ale z kolei Rozwój Plus deklaruje, że nie chce rządzić z drugim partnerem niezbędnym do osiągnięcia tej większości – KKP.

Deklaracje przed wyborami nie są jednak umowami koalicyjnymi

Wszystkie te zapewnienia trzeba traktować poważnie, ale nie bezkrytycznie. Do wyborów pozostał około rok, a partie walczą obecnie przede wszystkim o odróżnienie się od konkurentów zabiegających często o tych samych wyborców.

Po ogłoszeniu wyników zmienia się charakter gry. Politycy nie walczą już o to, kto zdobędzie o jeden punkt procentowy więcej, lecz o stanowisko premiera, ministerstwa, realizację programu i realny wpływ na państwo.

Nie oznacza to, że należy zakładać złamanie wszystkich deklaracji. Oznacza natomiast, że stwierdzenie „nie będzie formalnej koalicji” nie wyklucza rządu mniejszościowego, poparcia w głosowaniu nad wotum zaufania, tolerowania gabinetu poprzez wstrzymanie się od głosu albo porozumienia zawartego po zmianie lidera jednej z partii.

Rząd bez formalnej większości też jest możliwy

Konstytucja dodatkowo poszerza katalog scenariuszy. W dwóch pierwszych etapach tworzenia rządu wymagane jest uzyskanie bezwzględnej większości głosów przy odpowiednim kworum.

Jeżeli te próby zakończą się niepowodzeniem, w trzecim kroku prezydent ponownie powołuje premiera i rząd, a Sejm udziela mu wotum zaufania już większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

W takim wariancie rząd mniejszościowy nie musi posiadać 231 własnych posłów, jeżeli część pozostałych ugrupowań zamiast głosować przeciw zdecyduje się wstrzymać albo nie poprzeć wniosku o odrzucenie gabinetu.

To może stać się szczególnie ważne, jeżeli po wyborach partie będą chciały umożliwić powstanie rządu, ale równocześnie zachować przed własnymi wyborcami argument, że formalnie nie weszły do koalicji z partnerem, którego wcześniej wykluczały.

Scenariusz 1: odtworzenie koalicji obecnego rządu

To politycznie najbardziej naturalny wariant dla KO, Lewicy, PSL i Polski 2050, ale przy dzisiejszych osobnych listach nie daje większości.

Droga do jej odzyskania prowadzi przede wszystkim przez ograniczenie liczby głosów traconych pod progiem. PSL musi wejść do Sejmu lub wystartować z silniejszym partnerem. Polska 2050 przy wyniku 0,5 proc. praktycznie nie ma obecnie racjonalnej drogi do samodzielnego startu. Razem może próbować przekroczyć 5 proc. albo szukać porozumienia z Nową Lewicą.

Donald Tusk deklaruje otwartość na współpracę wyborczą z „demokratycznymi partnerami”, a Włodzimierz Czarzasty zapowiada powrót do rozmów o formule list w lutym 2027 roku. Lider Lewicy wskazuje obecnie raczej na wariant dwóch większych bloków niż jednej wspólnej listy.

Scenariusz 2: czteropartyjny rząd prawicy

Na podstawie najnowszej symulacji byłby to jedyny ideologicznie w miarę spójny układ dający prawicy większość: PiS, Konfederacja, KKP oraz Rozwój Plus – 240 mandatów.

Problemem są jednak aż trzy wzajemne blokady: PiS nie chce Brauna, Rozwój Plus nie chce KKP, a Mentzen nie chce negocjować z PiS kierowanym przez Kaczyńskiego.

Najbardziej realną drogą do przełamania impasu byłaby więc nie zmiana programów, lecz zmiana personalna albo konstrukcja, w której część partii wspiera gabinet z zewnątrz i nie obejmuje stanowisk ministerialnych.

Scenariusz 3: KO i Konfederacja

To prawdopodobnie najbardziej interesujący wariant czysto matematyczny. KO i Konfederacja miałyby razem aż 267 mandatów, czyli komfortową większość 36 miejsc.

Dziś taki rząd wydaje się mało prawdopodobny. Konfederacja buduje kampanię m.in. na odsunięciu Donalda Tuska od władzy, a w wielu sprawach gospodarczych, europejskich i społecznych oba ugrupowania znajdują się bardzo daleko od siebie.

Jeżeli alternatywą po wyborach byłby długotrwały impas albo rząd zależny od ugrupowania Brauna, presja na rozmowy KO z bardziej umiarkowanym skrzydłem Konfederacji mogłaby wzrosnąć. Dzisiaj pozostaje to jednak scenariusz niskiego prawdopodobieństwa.

Scenariusz 4: wielka koalicja KO–PiS

KO i PiS miałyby razem aż 293 mandaty. Żadna inna dwupartyjna kombinacja – poza KO i Konfederacją – nie dawałaby tak komfortowej większości.

Problem jest oczywisty. To właśnie wzajemny konflikt Platformy i PiS organizuje polską politykę od ponad dwóch dekad. Obie partie budują znaczną część swojej tożsamości na sprzeciwie wobec drugiej.

W normalnych warunkach taki wariant należy więc uznać za skrajnie mało prawdopodobny. Nie jest jednak matematycznie niemożliwy – wielkie koalicje w demokracjach parlamentarnych powstają czasem przy wyjątkowych kryzysach albo całkowitej niemożności zbudowania innej stabilnej większości.

Scenariusz 5: rząd techniczny albo mniejszościowy

Im więcej partii utrzyma wzajemne weta, tym bardziej realny staje się wariant, w którym premier nie jest liderem żadnego z głównych ugrupowań, a część formacji nie wchodzi formalnie do rządu.

Taki gabinet mógłby zostać zbudowany wokół wspólnie uzgodnionego premiera, z ograniczonym programem i zewnętrznym poparciem jednej z partii przy najważniejszych głosowaniach – budżecie, wotum zaufania czy ustawach uzgodnionych w umowie politycznej.

To również najprostszy sposób obejścia przedwyborczych deklaracji typu „nie wejdziemy z nimi w koalicję”. Ugrupowanie może formalnie pozostać poza gabinetem, a jednocześnie umożliwiać mu funkcjonowanie.

Kto jest dzisiaj największym potencjalnym „kingmakerem”?

Najsilniejszą pozycję negocjacyjną ma obecnie Konfederacja Mentzena i Bosaka. Jej 77 mandatów daje większość zarówno w hipotetycznym układzie z KO, jak i jest niezbędnym składnikiem każdego realistycznego prawicowego rządu.

Paradoksalnie ogromną rolę ma również KKP. Bez 41 mandatów Brauna PiS, Konfederacja i Rozwój Plus mają tylko 199 miejsc. To właśnie partia, z którą część pozostałej prawicy deklaruje dziś brak chęci współpracy, może być konieczna do przejęcia władzy.

Trzecim potencjalnym rozgrywającym jest PSL – mimo że obecnie znajduje się pod progiem. Jeżeli ludowcy zdobędą nieco ponad 5 proc. i wprowadzą kilkunastu posłów, ich mandaty mogą zdecydować o utrzymaniu większości przez obecny obóz.

Najważniejsze może wydarzyć się wokół progów, a nie na pierwszym miejscu

Na rok przed wyborami medialna uwaga będzie naturalnie koncentrować się na pytaniu, czy pierwsza będzie KO, czy któraś z partii prawicowych. Z punktu widzenia powstania rządu może to być jednak pytanie drugorzędne.

Znacznie ważniejsze jest to, czy PSL osiągnie 5 proc., czy Razem przekroczy próg, czy Rozwój Plus utrzyma swoje 5–6 proc. i czy Polska 2050 znajdzie miejsce na silniejszej liście.

Różnica pomiędzy 4,9 a 5,1 proc. jednej z tych partii może przesunąć większą liczbę mandatów niż dwupunktowa zmiana poparcia największego ugrupowania.

Najbardziej prawdopodobne są dziś dwa zupełnie różne finały

Jeżeli obecny obóz rządowy uporządkuje listy i ograniczy liczbę głosów traconych pod progiem, KO z Lewicą oraz partnerami centrowymi pozostają w grze o większość. Przy 220 mandatach w najnowszym modelu nie jest to dystans niemożliwy do odrobienia.

Jeżeli natomiast prawica utrzyma dzisiejsze łączne poparcie, wszystkie cztery listy przekroczą próg, a po wyborach ich liderzy uznają władzę za ważniejszą od przedwyborczych sporów personalnych, mają matematyczną możliwość przejęcia rządu.

Na dziś nie można uczciwie przesądzić, który z tych wariantów jest bardziej prawdopodobny. Można natomiast stwierdzić jedno: wygranie wyborów przez największą partię będzie w 2027 roku dopiero początkiem walki o władzę, a nie jej końcem.

Źródła

Podobał Ci się ten artykuł?

lukaszptak.pl tworzę samodzielnie.
Jeśli cenisz moje teksty, komentarze i analizy, możesz wesprzeć dalszy rozwój serwisu, stawiając mi wirtualną kawę.

Treści pozostają dostępne bez paywalla, a każde wsparcie jest całkowicie dobrowolne.

Wsparcie realizowane przez buycoffee.to

Udostępnij artykuł

Awatar Łukasz Ptak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *