Demokraci przejmują Kongres. Ameryka wchodzi w polityczny układ, który Polska już zna

Flagi Polski i Stanów Zjednoczonych obok siebie w Warszawie

Donald Trump pozostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ale po wyborach środka kadencji nie będzie już dysponował Kongresem kontrolowanym przez Republikanów. Demokraci wygrali wybory do Izby Reprezentantów i Senatu, kończąc okres, w którym Biały Dom i obie izby Kongresu znajdowały się pod kontrolą jednej strony politycznego sporu.

Od stycznia Waszyngton wejdzie więc w okres podzielonej władzy. Republikanin pozostanie prezydentem, ale naprzeciwko niego stanie demokratyczna większość parlamentarna posiadająca możliwość blokowania części jego polityki, kontrolowania wydatków, prowadzenia dochodzeń i – przede wszystkim dzięki Senatowi – wpływania na nominacje prezydenckie.

Dla polskiego obserwatora brzmi to znajomo.

W Warszawie od ponad roku również funkcjonuje państwo, w którym najważniejsze ośrodki władzy znajdują się po przeciwnych stronach politycznego sporu. Rządem kieruje Donald Tusk i koalicja utworzona po wyborach parlamentarnych w 2023 roku, natomiast w Pałacu Prezydenckim urzęduje Karol Nawrocki – kandydat, którego w wyborach prezydenckich popierało Prawo i Sprawiedliwość.

Aż kusi, żeby porównać nasz kraj do obecnej sytuacji w USA. Żeby było uczciwe, trzeba od razu dodać: Ameryka i Polska mają teraz podobny konflikt polityczny, lecz zupełnie inaczej rozłożone konstytucyjne role.

Najpierw najważniejsza różnica: Demokraci nie tworzą rządu

W polskim języku politycznym łatwo powiedzieć, że Amerykanie wybrali demokratyczny parlament przeciwko prawicowemu prezydentowi. Nie oznacza to jednak sytuacji analogicznej do Polski.

Stany Zjednoczone są systemem prezydenckim. Donald Trump pozostaje jednocześnie głową państwa i szefem władzy wykonawczej. To jego administracja nadal będzie prowadziła codzienną politykę państwa, wykonywała ustawy, kierowała aparatem federalnym i prowadziła politykę zagraniczną w granicach kompetencji prezydenta.

Demokraci nie obejmują Białego Domu i nie powołują premiera. Przejmują Kongres.

W Polsce układ jest odwrotny. To Rada Ministrów z premierem Donaldem Tuskiem prowadzi bieżącą politykę państwa. Prezydent posiada jednak własny, pochodzący z wyborów powszechnych mandat oraz kompetencje pozwalające mu bardzo skutecznie wpływać na proces legislacyjny.

Najważniejszą z nich jest weto.

Jeżeli Karol Nawrocki odmawia podpisania ustawy, Sejm może próbować przełamać jego sprzeciw dopiero większością trzech piątych głosów. Obecny układ parlamentarny powoduje, że ugrupowania rządowe nie dysponują samodzielnie taką większością i dotychczasowe próby odrzucenia weta kończyły się niepowodzeniem.

W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest jak odbicie lustrzane. Demokratyczny Kongres może uchwalać ustawy, lecz Donald Trump nadal posiada prezydenckie weto. Do jego odrzucenia potrzeba większości dwóch trzecich w obu izbach.

W obu państwach jedna strona może więc rozpocząć proces legislacyjny, a druga posiadać skuteczne narzędzie jego zatrzymania.

Podobny konflikt, inne narzędzia

USA po midterms 2026Polska 2026
PrezydentDonald Trump – RepublikaninKarol Nawrocki – popierany przez PiS
Parlamentobie izby pod kontrolą DemokratówSejm wyłoniony w 2023 r., rząd oparty na koalicji demokratycznej
Kto kieruje władzą wykonawczą?prezydent Donald TrumpRada Ministrów z premierem Donaldem Tuskiem
Weto głowy państwataktak
Przełamanie weta2/3 obu izb Kongresu3/5 głosów w Sejmie
Kontrola nad nominacjamiSenat zatwierdza m.in. sędziów federalnych, ambasadorów i wielu urzędnikówsystem rozproszony; prezydent posiada własne kompetencje nominacyjne, ale rząd nie potrzebuje parlamentarnej akceptacji większości nominacji wykonawczych
Kontrola rząduKongres może prowadzić dochodzenia i kontrolować wydatkiSejm kontroluje działalność Rady Ministrów

W USA najbardziej precyzyjnym określeniem sposobu rządzenia jest divided government – podzielona władza.

Polska znajduje się natomiast w politycznej kohabitacji: prezydent i rząd pochodzą z konkurujących ze sobą obozów.

Trump nadal ma ogromną władzę. Ale Kongres może ją ograniczać

Zwycięstwo Demokratów nie oznacza więc, że polityka Donalda Trumpa z dnia na dzień zostaje zatrzymana. Prezydent zachowuje własne kompetencje wykonawcze, dowodzi siłami zbrojnymi, może wydawać część decyzji wykonawczych i wetować ustawy.

Nowy Kongres otrzymuje jednak kilka bardzo istotnych narzędzi. Izba Reprezentantów i Senat będą kontrolowały proces ustawodawczy oraz budżet. Amerykański Kongres posiada konstytucyjną „power of the purse” – władzę nad wydawaniem federalnych pieniędzy.

Senat posiada ponadto prawo zatwierdzania wielu najważniejszych nominacji prezydenta. Dotyczy to między innymi sędziów federalnych, ambasadorów i najwyższych urzędników administracji.

Demokratyczna większość może więc utrudnić Trumpowi wymianę części kadr, zatrzymywać nominacje i prowadzić dochodzenia dotyczące działań administracji.

Jednocześnie bez współpracy z prezydentem będzie jej bardzo trudno przeforsować własny szeroki program legislacyjny. To przepis zarówno na kompromis, jak i na polityczny paraliż.

Polska zna już politykę weta

W Polsce tę dynamikę obserwujemy w praktyce od początku prezydentury Karola Nawrockiego.

Prezydent wielokrotnie korzystał z prawa odmowy podpisania ustaw. W sierpniu sam informował, że w pierwszym roku urzędowania podpisał 264 ustawy, a 41 zawetował.

Na liście ustaw zatrzymanych przez Pałac Prezydencki znalazły się projekty dotyczące bardzo różnych obszarów – od likwidacji CBA i zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa, przez transport publiczny, po rozwiązania społeczne.

Prezydent podpisuje więc większość trafiających do niego ustaw, ale jednocześnie nie pełni roli ceremonialnego notariusza rządu. W efekcie część reform wymagających ustawy może zostać przeprowadzona wyłącznie poprzez kompromis z Pałacem Prezydenckim albo znalezienie większości zdolnej odrzucić weto.

I tutaj podobieństwo z Waszyngtonem staje się znacznie bardziej widoczne. W obu państwach wyborcy doprowadzili do sytuacji, w której żadna ze stron sporu nie posiada wszystkich kluczy do państwa.

Amerykanie głosowali również za większą kontrolą prezydenta

Wynik midterms jest interesujący także ze względu na motywacje wyborców. Badanie AP Voter Poll przeprowadzone wśród ponad 100 tys. wyborców wskazuje na kilka mocnych przesunięć.

Demokratów poparło około 70 proc. wyborców poniżej 30. roku życia. Około dwóch trzecich wyborców określających się jako umiarkowani również wybrało kandydatów Demokratów do Izby Reprezentantów.

Duże znaczenie miały wysokie koszty życia oraz przekonanie części wyborców, że Kongres niewystarczająco ograniczał działania władzy prezydenckiej.

To bardzo istotne z polskiej perspektywy. Nie dlatego, że polski wyborca automatycznie kopiuje zachowanie amerykańskiego.

Ale dlatego, że polityka demokratyczna po obu stronach Atlantyku coraz częściej staje się nie tylko wyborem programu. Staje się również głosowaniem nad tym, czy jedna strona powinna otrzymać pełnię możliwości działania, czy też potrzebuje instytucjonalnej przeciwwagi.

I tutaj zaczyna się problem z prostym przełożeniem USA na Polskę

W amerykańskich midterms wyborcy rozliczali partię prezydenta w połowie jego kadencji.

W Polsce jesienią 2027 roku – jeżeli obecna kadencja Sejmu nie zostanie wcześniej skrócona – wybierany będzie parlament, a więc instytucja, od której zależy istnienie rządu. Karol Nawrocki pozostanie prezydentem niezależnie od wyniku tych wyborów.

Dlatego ten sam mechanizm „ukarania władzy” może w Polsce działać w dwóch przeciwnych kierunkach. Dla jednej części wyborców odpowiedzialność za sytuację w kraju może ponosić rząd i partie tworzące większość parlamentarną. Dla innych głównym problemem może być właśnie konflikt pomiędzy rządem a prezydentem oraz blokowanie części ustaw przez Pałac Prezydencki.

To zasadnicza różnica wobec USA, gdzie odpowiedzialność polityczna w połowie kadencji była znacznie łatwiejsza do przypisania administracji prezydenta i jego partii.

2027 może stać się referendum nad sposobem funkcjonowania państwa

To moim zdaniem najważniejszy potencjalny wpływ amerykańskiego wyniku na polską debatę.

Nie chodzi o to, że Polacy zobaczą zwycięstwo Demokratów i postanowią zagłosować na polskie partie o podobnym profilu. Taki mechanizm byłby zbyt prosty. Znacznie bardziej interesujące jest pytanie, czy w kampanii 2027 roku jedną z głównych osi sporu stanie się odpowiedź na pytanie:

Czy wyborcy chcą utrzymać podzieloną władzę i wymuszać kompromis, czy wolą układ pozwalający jednej stronie znacznie sprawniej realizować własny program?

Amerykanie właśnie dokonali wyboru, który zwiększa liczbę bezpieczników wokół prezydenta. W Polsce podobne pytanie będzie miało jednak odwrotną konstrukcję. To wybory parlamentarne zdecydują, jaki rząd będzie współistniał z urzędującym Karolem Nawrockim.

Nie znamy dziś odpowiedzi na to pytanie. Ale niemal pewne jest, że konflikt prezydent–rząd będzie jednym z elementów, przez które wyborcy będą oceniali mijającą kadencję.

Amerykańska lekcja numer dwa: portfel nadal wygrywa z wielką ideologią

Jest jeszcze drugi element, który polskie partie powinny uważnie obserwować. W amerykańskich wyborach ogromne znaczenie miały koszty życia.

Nie wystarczyło przekonywać wyborców do wielkich sporów światopoglądowych, polityki zagranicznej czy bezpieczeństwa. Ludzie głosowali również przez pryzmat cen żywności, energii, mieszkań i opieki zdrowotnej.

To doświadczenie jest uniwersalne.

W 2027 roku polski wyborca również nie będzie głosował wyłącznie w sprawie relacji między Tuskiem i Nawrockim. Będzie oceniał własną sytuację gospodarczą, jakość usług publicznych, bezpieczeństwo, mieszkania, podatki oraz to, czy po czterech latach rządzenia jego życie wygląda lepiej, gorzej czy podobnie.

Amerykańskie wybory przypominają więc o bardzo prostej zasadzie: najbardziej spektakularne polityczne konflikty nie zawsze są tym, czym przy urnie kieruje się wyborca.

Młodzi i umiarkowani mogą stać się najciekawszą grupą również w Polsce

Interesujące jest również to, gdzie Demokraci odzyskali część poparcia.

Wśród bardzo młodych wyborców ich przewaga była ogromna. Wyraźne przesunięcie nastąpiło także wśród wyborców umiarkowanych oraz części elektoratu latynoskiego i czarnoskórego, który dwa lata wcześniej przesunął się w stronę Trumpa.

To pokazuje coś ważnego: zachowania wyborcze nie są raz na zawsze przypisane do konkretnego obozu. Wyborca, który dwa lata wcześniej zagłosował na jedną stronę, może w kolejnych wyborach poprzeć drugą, jeżeli zmieni się jego ocena gospodarki, stylu sprawowania władzy albo konkretnych kandydatów.

W polskich realiach również warto więc obserwować nie tylko najbardziej lojalne elektoraty KO czy PiS, ale ludzi mniej przywiązanych partyjnie – młodszych wyborców, mieszkańców dużych miast, wyborców umiarkowanych oraz tych, którzy w kolejnych wyborach zmieniają partię albo wahają się między głosowaniem i pozostaniem w domu.

Jest jeszcze Ukraina, NATO i relacja Polski ze Stanami Zjednoczonymi

Zmiana układu sił w Waszyngtonie może mieć dla Polski również wymiar znacznie bardziej praktyczny niż inspiracja kampanijna.

Kongres kontroluje federalne wydatki. Senat wpływa na nominacje oraz politykę traktatową. Demokratyczna większość otrzymuje więc realne narzędzia oddziaływania na administrację Trumpa również w sprawach międzynarodowych.

Dotyczy to NATO, polityki wobec Rosji, wydatków obronnych i pomocy dla Ukrainy.

Nie oznacza to automatycznie konkretnej zmiany amerykańskiej polityki. Prezydent nadal dysponuje bardzo szerokimi kompetencjami w polityce zagranicznej. Ale od stycznia będzie musiał liczyć się z Kongresem kontrolowanym przez politycznych przeciwników.

Dla Polski może mieć to znaczenie także przed wyborami parlamentarnymi. Bezpieczeństwo pozostaje jednym z obszarów, w których decyzje podejmowane w Waszyngtonie bezpośrednio wpływają na polską debatę polityczną.

Każda polska partia spróbuje przeczytać Amerykę po swojemu

Nie zdziwiłbym się również, gdyby wynik amerykańskich wyborów szybko stał się elementem polskiej narracji politycznej. Jedna strona może przedstawiać go jako dowód, że wyborcy po okresie silnej władzy prawicy zaczynają szukać przeciwwagi.

Druga może zwracać uwagę, że mechanizm amerykański był przede wszystkim głosowaniem przeciwko partii sprawującej władzę wykonawczą – a w Polsce w 2027 roku to partie obecnego rządu będą musiały bronić czteroletniego bilansu własnych rządów.

I obie interpretacje będą zawierały część prawdy. Dlatego amerykański wynik nie jest dla Polski gotową prognozą.

Jest raczej politycznym laboratorium pokazującym, jak wyborcy reagują, kiedy uznają, że równowaga pomiędzy instytucjami została zachwiana albo codzienne problemy gospodarcze stają się ważniejsze niż lojalność partyjna.

USA pokazują coś jeszcze: wybory potrafią szybko zmienić układ sił

Dwa lata temu Donald Trump wrócił do Białego Domu, a Republikanie kontrolowali obie izby Kongresu. Dzisiaj prezydent nadal pozostaje na swoim stanowisku, ale jego polityczne otoczenie zmieniło się zasadniczo.

To chyba najciekawsza lekcja również dla Polski.

W demokracji żaden wynik wyborczy nie zamyka historii na cztery czy pięć lat. Kolejne głosowanie może stworzyć zupełnie nową równowagę, nawet jeśli najważniejszy urząd pozostaje w rękach tej samej osoby.

Polska przekonała się o tym już po wyborach parlamentarnych 2023 roku, kiedy urzędujący prezydent Andrzej Duda musiał współpracować z rządem wywodzącym się z przeciwnego obozu.

Dzisiaj ten konflikt trwa w nowej konfiguracji z Karolem Nawrockim.

W 2027 roku wyborcy po raz kolejny zdecydują, jak rozłożone zostaną elementy tej politycznej układanki. Nie wiemy, jaki układ wybiorą.

Wiemy natomiast, że amerykańskie midterms właśnie przypomniały, jak istotna dla współczesnych demokracji stała się nie tylko odpowiedź na pytanie „kto powinien rządzić?”, ale również:

„Czy chcę, żeby ten, kto rządzi, miał również pełną kontrolę nad pozostałymi ośrodkami władzy?”

To pytanie po 2026 roku będzie miało znaczenie po obu stronach Atlantyku.

Źródła

Reuters – Demokraci przejmują Kongres po wyborach środka kadencji 2026
Associated Press – analiza wyniku wyborów środka kadencji i politycznych konsekwencji dla Donalda Trumpa
Associated Press – młodzi i umiarkowani wyborcy w AP Voter Poll
U.S. Senate – kompetencje Senatu: nominacje, traktaty i kontrola władzy
U.S. House of Representatives – konstytucyjna „power of the purse” Kongresu
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów – skład Rady Ministrów
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów – program Koalicji 15 października
Kancelaria Prezydenta RP – Karol Nawrocki
Kancelaria Prezydenta RP – weto ustawodawcze i zasady jego odrzucenia przez Sejm
Kancelaria Prezydenta RP – 264 podpisane ustawy i 41 wet w pierwszym roku prezydentury
Kancelaria Prezydenta RP – ustawy zawetowane przez Karola Nawrockiego
Sejm RP – aktualny układ klubów i kół parlamentarnych
Konstytucja RP – kadencja Sejmu i zasady zarządzania wyborów parlamentarnych

Podobał Ci się ten artykuł?

lukaszptak.pl tworzę samodzielnie.
Jeśli cenisz moje teksty, komentarze i analizy, możesz wesprzeć dalszy rozwój serwisu, stawiając mi wirtualną kawę.

Treści pozostają dostępne bez paywalla, a każde wsparcie jest całkowicie dobrowolne.

Więcej o wsparciu serwisu →

Wsparcie realizowane przez buycoffee.to

Udostępnij artykuł

Awatar Łukasz Ptak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *