Konfederacja bez kandydata w Krakowie. Błędy w podpisach, reakcja Mentzena i problem archaicznych procedur

Rynek Główny w Krakowie

Konfederacja nie będzie miała swojego kandydata w przedterminowych wyborach prezydenta Krakowa. Miejska Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji Bartosza Bocheńczaka, ponieważ po sprawdzeniu złożonych list poparcia okazało się, że liczba prawidłowych podpisów jest niższa od ustawowego minimum.

Sprawa wywołała natychmiastową i wyjątkowo ostrą reakcję Sławomira Mentzena. Bocheńczak stracił funkcję prezesa krakowskiego okręgu, zawieszone zostały osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach, a ich odpowiedzialnością ma zająć się partyjny sąd.

Historia niedoszłej kandydatury ma jednak znacznie szersze znaczenie. Pokazuje zarówno poważny problem organizacyjny Konfederacji, jak i słabości polskiego systemu zgłaszania kandydatów, który nadal opiera się na tysiącach ręcznie wypełnianych kart zawierających m.in. adresy i numery PESEL wyborców.

5033 podpisy. Ważnych już tylko 2878

W przedterminowych wyborach prezydenta miasta liczącego ponad 100 tys. mieszkańców komitet musi uzyskać poparcie co najmniej 3000 wyborców ujętych w Centralnym Rejestrze Wyborców w obwodach danej gminy.

Komitet Bartosza Bocheńczaka złożył 5033 podpisy. Na pierwszy rzut oka dawało to bardzo duży, ponad dwutysięczny margines bezpieczeństwa.

Po przeprowadzonej przez Miejską Komisję Wyborczą weryfikacji sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej. 2155 podpisów uznano za nieprawidłowe, a 2878 za prawidłowe. Bocheńczakowi zabrakło zatem zaledwie 122 ważnych podpisów do osiągnięcia wymaganego minimum.

8 września komisja formalnie odmówiła rejestracji jego kandydatury. Przepisy przewidują możliwość wniesienia odwołania do Komisarza Wyborczego w Krakowie w ciągu dwóch dni od podania uchwały do publicznej wiadomości, jednak na aktualnej oficjalnej liście kandydatów Bocheńczaka nie ma.

Mentzen: przepisy absurdalne, ale odpowiedzialność jest po naszej stronie

Jeszcze zanim komisja opublikowała formalną uchwałę, Bartosz Bocheńczak przyznał publicznie, że jego sztab nie zebrał wystarczającej liczby prawidłowych podpisów. Nie próbował przerzucać odpowiedzialności na komisję wyborczą ani budować teorii o politycznej ingerencji w proces rejestracji.

Zawaliłem.

Bartosz Bocheńczak

Bocheńczak przyznał, że zakładał, iż niemal pięć tysięcy zebranych podpisów zapewni komitetowi wystarczający margines bezpieczeństwa. Po weryfikacji okazało się, że założenie było błędne.

Jeszcze ostrzej zareagował Sławomir Mentzen. Według jego informacji jednym z głównych problemów było mylenie przez osoby udzielające poparcia adresu zamieszkania z adresem właściwym z punktu widzenia Centralnego Rejestru Wyborców.

Mentzen nazwał obowiązujące przepisy absurdalnymi, ponieważ sztaby mają obowiązek przedstawić określoną liczbę prawidłowych podpisów, ale nie dysponują dostępem do rejestru umożliwiającego wcześniejsze sprawdzenie wszystkich danych wyborców.

Nie potraktował tego jednak jako usprawiedliwienia własnych struktur. Uznał, że skoro inne komitety były w stanie spełnić ustawowe wymogi, to również krakowska Konfederacja powinna była lepiej zorganizować zbiórkę i zgromadzić większą liczbę podpisów.

Czy Mentzen odciął się od Bocheńczaka?

Mentzen przypomniał, że Bocheńczak był szefem sztabu jego własnej kampanii prezydenckiej i bardzo wysoko ocenił jego dotychczasowe zaangażowanie. Jednocześnie uznał brak rejestracji za organizacyjną kompromitację, która musi pociągnąć za sobą konsekwencje.

Bocheńczak został odwołany z funkcji prezesa okręgu krakowskiego. Mentzen zawiesił również wszystkie osoby pełniące funkcje w krakowskich strukturach i przekazał ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ma ustalić indywidualną odpowiedzialność.

Konfederacja wypada z wyborów, ale kandydatów będzie ośmiu

Miejska Komisja Wyborcza zakończyła już weryfikację kandydatur. W przedterminowych wyborach 27 września zarejestrowano osiem osób: Michała Drewnickiego z PiS, Jana Hoffmana, Aleksandrę Owcę z Razem, Monikę Piątkowską popieraną przez KO i PSL, Łukasza Gibałę, Michała Klimka z Konfederacji Korony Polskiej, Darię Gosek-Popiołek z Lewicy oraz Sławomira Pietrzyka.

Oprócz Bocheńczaka wymaganej liczby ważnych podpisów nie przedstawili także Marian Banaś, Stanisław Kułach i Marta Ratuszyńska.

Dlaczego Kraków w ogóle wybiera prezydenta dwa lata po wyborach?

Przedterminowe wybory są konsekwencją referendum z 24 maja 2026 roku, w którym mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa.

W głosowaniu dotyczącym prezydenta uczestniczyło 29,99 proc. uprawnionych, co wystarczyło do przekroczenia ustawowego progu ważności. Za odwołaniem Miszalskiego oddano 171 581 głosów, przeciwko było 3631 osób.

Jednocześnie mieszkańcy głosowali w sprawie odwołania Rady Miasta. W tym przypadku niemal identyczna frekwencja okazała się niewystarczająca ze względu na wyższy wymagany próg, dlatego rada pozostała na swoim miejscu.

Po wygaśnięciu mandatu Miszalskiego bieżące obowiązki organu wykonawczego przejął powołany przez premiera komisarz. Nowy prezydent zostanie wybrany 27 września.

Strefa Czystego Transportu jednym z głównych źródeł konfliktu

Referendum nie było skutkiem jednego wydarzenia. Sam Aleksander Miszalski przed głosowaniem mówił o kumulacji błędów oraz niedostatecznym tłumaczeniu mieszkańcom decyzji władz. Wśród najbardziej kontrowersyjnych tematów znajdowały się podwyżki cen komunikacji miejskiej, opłaty parkingowe, sytuacja finansowa miasta oraz Strefa Czystego Transportu.

Ta ostatnia zaczęła obowiązywać 1 stycznia 2026 roku i objęła około 60 proc. powierzchni Krakowa. Skala regulacji wywołała silny sprzeciw części mieszkańców oraz osób dojeżdżających z gmin otaczających miasto.

Badanie exit poll przeprowadzone po referendum wskazywało SCT jako najczęściej deklarowany powód udziału w głosowaniu – wskazało ją ponad 28 proc. respondentów.

Nie byłoby jednak zgodne z faktami stwierdzenie, że władze Krakowa pozostawały całkowicie bierne wobec protestów. W marcu Miszalski przedstawił pakiet korekt, obejmujący m.in. ułatwienia dotyczące parkingów P+R, części przedsiębiorców i osób w trudnej sytuacji materialnej.

Problem polegał raczej na tym, że dla dużej części przeciwników strefy reakcja ta przyszła zbyt późno, po wielu miesiącach protestów i sporów. Sam Miszalski przyznawał później, że sposób wdrożenia SCT był jednym z jego najpoważniejszych błędów politycznych.

Referendum jest prawem mieszkańców. Ale czy każdą kadencję należy przerywać?

Prawo do odwołania władz samorządowych w referendum jest ważnym elementem demokracji lokalnej. Mieszkańcy Krakowa spełnili wymagane prawem warunki i ich decyzja musi być respektowana. Nie oznacza to jednak, że mechanizm przedterminowego odwoływania władz powinien stawać się standardową odpowiedzią na każdą kontrowersyjną lub niepopularną decyzję prezydenta miasta.

W mojej ocenie prezydenta miasta powinno się przede wszystkim rozliczać na końcu kadencji, kiedy można ocenić cały program, inwestycje, finanse i skutki podejmowanych decyzji. Referendum odwoławcze powinno pozostać demokratycznym bezpiecznikiem na sytuacje naprawdę wyjątkowe, a nie stawać się polityczną dogrywką wyborów po każdej decyzji, która spotkała się z dużym sprzeciwem. Mieszkańcy mają przez całą kadencję wiele możliwości wywierania presji na władze – protesty, petycje, konsultacje, działalność radnych czy organizacji społecznych. Kraków pokazuje jednak również drugą stronę problemu: przy tak szerokiej Strefie Czystego Transportu głos przeciwników powinien zostać potraktowany zdecydowanie poważniej i wcześniej.

Łukasz Ptak

Referendum ma również konkretny skutek ustrojowy. Zamiast jednej pełnej kadencji miasto przechodzi przez okres zarządu komisarycznego, kolejną kampanię i nowe wybory. To nie oznacza, że mechanizm jest niepotrzebny, ale pokazuje, dlaczego powinien być używany z rozwagą.

Krakowski precedens dotarł już do Warszawy

Skuteczne odwołanie Miszalskiego nie pozostało wydarzeniem wyłącznie lokalnym. W Warszawie trwa obecnie zbiórka podpisów pod inicjatywą odwołania Rafała Trzaskowskiego oraz Rady m.st. Warszawy.

Stołeczna Operacja Referendalna rozpoczęła zbiórkę 30 lipca. Do 28 września organizatorzy muszą zgromadzić około 132 tys. ważnych podpisów. Według informacji przekazanych 7 września przez inicjatora akcji Macieja Wilka zebrano ich około 82 tys.

Sam Wilk nie ukrywa, że powodzenie referendum w Krakowie miało znaczenie dla stołecznej inicjatywy. Publicznie wskazywał Kraków jako przykład pokazujący, że skuteczne odwołanie władz dużego miasta przed końcem kadencji jest możliwe.

W tym sensie krakowskie referendum rzeczywiście rzuciło długi polityczny cień na Warszawę. Przypadek, który jeszcze kilka miesięcy temu można było traktować jako wyjątkowy lokalny bunt, stał się wzorem dla kolejnych inicjatyw referendalnych.

Największa lekcja z Krakowa może jednak dotyczyć samych podpisów

Problemy Bocheńczaka są poważną porażką organizacyjną jego komitetu, ale nie sposób pominąć szerszego problemu: polski system zbierania poparcia dla kandydatów nadal jest całkowicie analogowy.

Wyborca ręcznie wpisuje dane na papierową listę i składa własnoręczny podpis. Komisja dopiero później porównuje informacje z Centralnym Rejestrem Wyborców.

W Krakowie przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej wskazał, że wśród najczęstszych powodów uznawania podpisów za nieprawidłowe były: błędny numer PESEL, nieczytelne imię lub nazwisko, niewłaściwie podany adres, brak daty udzielenia poparcia oraz adres inny niż zapisany w Centralnym Rejestrze Wyborców.

W praktyce oznacza to, że osoba może rzeczywiście chcieć poprzeć danego kandydata, własnoręcznie się podpisać i posiadać prawo wyborcze, a mimo to jej poparcie nie zostanie zaliczone ze względu na błąd formalny.

Gibała niemal wpadł w tę samą pułapkę

Bocheńczak nie jest jedynym przykładem. Wcześniej problem pojawił się przy rejestracji Łukasza Gibały.

Jego komitet złożył początkowo 5449 podpisów. Komisja uznała aż 3836 za nieprawidłowe, pozostawiając jedynie 1613 prawidłowych. Jedną z przyczyn było niepodanie słowa „Kraków” w części adresów – osoby podpisujące listy wpisywały ulicę i numer, uznając za oczywiste, że skoro zbiórka dotyczy wyborów prezydenta Krakowa, nie ma potrzeby ponownego podawania nazwy miasta.

Sztab Gibały miał jeszcze czas na reakcję. W kolejnych dniach zebrał około dziewięciu tysięcy dodatkowych podpisów i ostatecznie kandydat został zarejestrowany.

Przypadki Gibały i Bocheńczaka pokazują, że ogromny „zapas” podpisów nie musi oznaczać bezpieczeństwa. Przy ręcznym systemie zbiórki sztaby muszą zakładać, że znaczna część poparcia może odpaść podczas formalnej weryfikacji.

PESEL na papierowej kartce skutecznie odstrasza część wyborców

Osobnym problemem jest zakres danych wymaganych od osoby udzielającej poparcia. Listy zawierają nie tylko imię i nazwisko oraz adres, ale również numer PESEL i datę udzielenia poparcia.

PESEL nie jest szczególną kategorią danych w rozumieniu przepisów RODO, jak np. informacje dotyczące zdrowia czy przekonań religijnych, ale jest bardzo istotnym identyfikatorem osoby. W realiach regularnie pojawiających się informacji o wyciekach danych zrozumiała jest więc ostrożność osób, które nie chcą wpisywać pełnego numeru PESEL na kartkę trzymaną przez wolontariusza na ulicy.

Znam ten problem z własnego doświadczenia. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich zbierałem podpisy poparcia dla Rafała Trzaskowskiego i wielokrotnie słyszałem od ludzi: „popieram, ale nie podpiszę”. Powodem była liczba danych, które trzeba było wpisać na papierowej liście, przede wszystkim pełny numer PESEL. W czasach, gdy regularnie słyszymy o kolejnych wyciekach baz danych i kradzieżach tożsamości, trudno dziwić się takiej ostrożności. System, który ma umożliwiać obywatelowi poparcie kandydata, nie powinien jednocześnie powodować u niego obawy przed przekazaniem swoich danych przypadkowej osobie stojącej z kartką na ulicy.

Łukasz Ptak

Dlaczego w XXI wieku nie można podpisać listy elektronicznie?

Centralny Rejestr Wyborców już istnieje. Państwo posiada również system identyfikacji obywatela poprzez profil zaufany, e-dowód i aplikację mObywatel. Technicznie trudno więc uznać, że jedynym możliwym sposobem udzielenia poparcia kandydatowi musi pozostać papierowa lista.

Elektroniczne udzielanie poparcia mogłoby rozwiązać kilka problemów jednocześnie. System automatycznie sprawdzałby, czy wyborca jest uprawniony do poparcia kandydata w danych wyborach, ograniczał ryzyko błędów w adresach i numerach PESEL oraz eliminował konieczność przekazywania pełnego identyfikatora wolontariuszowi.

Nie oznacza to konieczności całkowitego usunięcia tradycyjnych list. Papierowa forma mogłaby pozostać dla osób, które wolą lub muszą korzystać z takiego rozwiązania, ale obok niej powinien powstać bezpieczny kanał elektroniczny.

Co charakterystyczne, po problemach ze swoimi podpisami również Łukasz Gibała zwracał uwagę na możliwość wykorzystania mObywatela do tego rodzaju procedur.

Konfederacja zapłaciła za błędy najwyższą możliwą cenę

W przypadku Bartosza Bocheńczaka nie ma podstaw do kwestionowania decyzji komisji tylko dlatego, że obowiązujące przepisy są skomplikowane. Reguły były znane wszystkim kandydatom, a odpowiedzialnością sztabu było zebranie odpowiednio dużej liczby prawidłowych podpisów.

Konfederacja poniosła więc realną porażkę organizacyjną. W jednych z najważniejszych tegorocznych wyborów samorządowych ugrupowanie nie będzie mogło wystawić zapowiadanego kandydata nie z powodu wyniku wyborczego, lecz dlatego, że nie przeszło procedury rejestracyjnej.

Jednocześnie trudno znaleźć lepszy moment, aby rozpocząć poważną dyskusję o zmianie samego systemu. Jeżeli tysiące osób rzeczywiście podpisują się pod kandydaturami, a następnie ogromna część tych podpisów odpada z powodu błędów adresowych, PESEL-u czy brakującej nazwy miasta, problem nie dotyczy już wyłącznie sprawności jednego sztabu.

Demokratyczne prawo do popierania kandydatów powinno być proste, bezpieczne i odporne na drobne błędy techniczne. Papierowe listy z pełnymi numerami PESEL coraz trudniej uznać za system odpowiadający możliwościom państwa w 2026 roku.

Źródła

Podobał Ci się ten artykuł?

lukaszptak.pl tworzę samodzielnie.
Jeśli cenisz moje teksty, komentarze i analizy, możesz wesprzeć dalszy rozwój serwisu, stawiając mi wirtualną kawę.

Treści pozostają dostępne bez paywalla, a każde wsparcie jest całkowicie dobrowolne.

Wsparcie realizowane przez buycoffee.to

Udostępnij artykuł

Awatar Łukasz Ptak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *