Wybory w Saksonii-Anhalt zakończyły się wynikiem, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się w Niemczech politycznie niewyobrażalny. Według oficjalnego wstępnego wyniku Landeswahlleiterin – niemieckiego odpowiednika PKW – Alternatywa dla Niemiec zdobyła 43,8 proc. głosów i zdecydowanie wygrała wybory do landtagu.
AfD nie zdobyła natomiast większości pozwalającej jej samodzielnie rządzić. Otrzymała 39 z 83 mandatów, podczas gdy do większości bezwzględnej potrzeba 42. To jednak nie powinno uspokajać przeciwników tej partii. Po raz pierwszy powstanie rządu kierowanego przez AfD nie jest już wyłącznie teoretycznym scenariuszem.
Skala zwycięstwa jest tym bardziej znacząca, że AfD została najsilniejszą partią we wszystkich 218 gminach Saksonii-Anhalt, a jej kandydaci zwyciężyli w 38 z 41 okręgów jednomandatowych. CDU, która jeszcze w 2021 roku zdobyła 40 z 41 bezpośrednich mandatów, tym razem nie wygrała żadnego.
To nie jest już tylko kolejny dobry wynik populistycznej prawicy we wschodnich Niemczech. To moment, w którym trzeba zadać pytanie, czy polityczna izolacja AfD – słynna niemiecka Brandmauer, czyli „zapora ogniowa” – nadal jest w stanie powstrzymać tę partię przed przejęciem realnej władzy.
AfD prawie podwoiła polityczną stawkę
Wynik AfD jest bezprecedensowy. Partia zwiększyła poparcie o 23 punkty procentowe w porównaniu z wyborami z 2021 roku. CDU poniosła natomiast katastrofalną porażkę – spadła z 37,1 do 17,2 proc.
| Partia | Wynik | Zmiana | Mandaty |
|---|---|---|---|
| AfD | 43,8% | +23,0 pp. | 39 |
| CDU | 17,2% | –19,9 pp. | 15 |
| SPD | 9,3% | +0,9 pp. | 8 |
| Zieloni | 8,9% | +3,0 pp. | 8 |
| Die Linke | 8,6% | –2,4 pp. | 8 |
| BSW | 5,3% | nowa partia | 5 |
| FDP | 2,6% | –3,8 pp. | 0 |
Frekwencja wyniosła aż 77,8 proc., wobec 60,3 proc. pięć lat wcześniej. Trudno więc tłumaczyć sukces AfD mobilizacją niewielkiej, radykalnej części społeczeństwa przy bierności większości. Do urn poszło wyjątkowo wielu mieszkańców i niemal 44 proc. głosujących świadomie wybrało AfD.
To również ważne ostrzeżenie dla tych, którzy chcieliby sprowadzić cały problem do określenia wyborców AfD mianem ekstremistów. Część z nich głosuje z powodu niezadowolenia z polityki migracyjnej, kosztów życia, gospodarki czy ogromnej nieufności wobec federalnego rządu. Ignorowanie tych problemów nie osłabi AfD. Jednocześnie niezadowolenie wyborców nie zmienia treści programu partii, na którą oddali głos.
39 mandatów. Do większości brakuje tylko trzech
Nowy landtag będzie liczył 83 posłów. Bezwzględna większość wynosi więc 42 mandaty. AfD ma 39.
Matematyka koalicyjna wygląda następująco:
| Wariant | Mandaty | Większość? | Realność polityczna |
|---|---|---|---|
| AfD samodzielnie | 39 | Nie | Brak 3 mandatów |
| AfD + BSW | 44 | Tak | Matematycznie możliwe; BSW nie deklaruje koalicji, ale odrzuca politykę „Brandmauer” |
| AfD + CDU | 54 | Tak | CDU wyklucza koalicję |
| AfD + SPD | 47 | Tak | SPD wyklucza koalicję |
| AfD + Zieloni | 47 | Tak | Zieloni wykluczają koalicję |
| AfD + Die Linke | 47 | Tak | Die Linke wyklucza koalicję |
| CDU + SPD + Zieloni | 31 | Nie | Za mało mandatów |
| CDU + SPD + Zieloni + Die Linke | 39 | Nie | Tyle samo co AfD |
| Wszystkie partie poza AfD | 44 | Tak | Matematycznie możliwe, politycznie bardzo trudne |
Teoretycznie więc AfD mogłaby stworzyć większościową koalicję wyłącznie z BSW. Byłoby to politycznie osobliwe połączenie ugrupowania wywodzącego się z radykalnej niemieckiej lewicy z partią skrajnej prawicy. W kilku kwestiach oba środowiska mają jednak punkty wspólne – przede wszystkim sprzeciw wobec sankcji na Rosję, sceptycyzm wobec dalszego wspierania Ukrainy oraz znacznie bardziej restrykcyjne podejście do migracji niż partie głównego nurtu.
BSW na razie nie deklaruje wejścia do rządu AfD. Jego politycy mówią jednak otwarcie, że nie zamierzają uczestniczyć w polityce izolowania zwycięskiej partii tylko dlatego, że jest nią AfD.
Najbardziej niebezpieczny może być trzeci etap wyboru premiera
Niemiecka konstrukcja prawna powoduje, że AfD wcale nie musi znaleźć formalnego koalicjanta, aby Ulrich Siegmund został premierem landu.
W dwóch pierwszych głosowaniach kandydat na ministra-prezydenta potrzebuje co najmniej 42 głosów. Jeśli nikt takiej większości nie uzyska, landtag musi zdecydować, czy chce się rozwiązać i doprowadzić do nowych wyborów.
Jeżeli parlament się nie rozwiąże, odbywa się trzecie głosowanie. W nim wystarcza już zwykła większość oddanych głosów, a głosy wstrzymujące się nie są uwzględniane.
I właśnie tutaj pojawia się BSW.
Jego lider w Saksonii-Anhalt Thomas Schulze zapowiedział 7 września, że pięciu parlamentarzystów ugrupowania może w trzecim głosowaniu wstrzymać się od głosu. Samo to nie wystarczyłoby jeszcze do wyboru Siegmunda. Jeśli kandydat popierany przez CDU, SPD, Zielonych i Lewicę otrzymałby wszystkie 39 głosów tych partii, byłby remis 39:39.
Wystarczyłoby jednak, aby jeden parlamentarzysta spośród CDU, SPD, Zielonych lub Lewicy również się wstrzymał albo poparł Siegmunda. W tajnym głosowaniu taki scenariusz jest możliwy.
To chyba najważniejszy polityczny szczegół tych wyborów. AfD nie posiada większości, ale znajduje się potencjalnie o jeden głos od przejęcia stanowiska premiera, jeśli dojdzie do trzeciej tury i BSW rzeczywiście zachowa się tak, jak dziś zapowiada.
Nie istnieje natomiast żaden prawny „mandat do rządzenia” przysługujący automatycznie największej partii. To wyłącznie pojęcie polityczne. Premierem zostanie ten, kto uzyska wymaganą większość w landtagu.
Czy partie przeciwne AfD mogą ją zatrzymać?
Matematycznie tak. Wszystkie pozostałe ugrupowania mają razem 44 mandaty, czyli większość.
Politycznie jest to jednak konstrukcja niezwykle trudna. W jednym obozie musiałyby znaleźć się CDU, SPD, Zieloni, Die Linke i BSW – od konserwatywnej centroprawicy przez liberałów społecznych i socjaldemokratów po postkomunistyczną lewicę oraz populistyczne BSW.
CDU dodatkowo posiada uchwałę o niepodejmowaniu współpracy zarówno z AfD, jak i z Die Linke. Lewica sygnalizuje natomiast, że w imię niedopuszczenia AfD do władzy mogłaby w określonych warunkach poprzeć kandydata CDU. BSW idzie w przeciwnym kierunku i odrzuca samą zasadę „Brandmauer”.
Realistyczniejszy niż formalna pięciopartyjna koalicja wydaje się więc rząd mniejszościowy lub kandydat ponadpartyjny, którego wybór zostałby uzgodniony między kilkoma ugrupowaniami. Problem polega na tym, że nawet taki rząd musiałby następnie przy każdym ważniejszym głosowaniu szukać większości w skrajnie podzielonym parlamencie.
To nie jest zwykła konserwatywna partia
Przy analizowaniu możliwego przejęcia władzy przez AfD trzeba przypomnieć fakt, który często ginie w dyskusji o „szanowaniu wyniku demokratycznych wyborów”.
Landowy oddział AfD w Saksonii-Anhalt jest od listopada 2023 roku oficjalnie klasyfikowany przez tamtejszy Urząd Ochrony Konstytucji jako potwierdzona organizacja o charakterze prawicowo-ekstremistycznym.
Urząd wskazywał, że zgromadzone materiały świadczą o działalności skierowanej przeciwko istotnym zasadom wolnego demokratycznego porządku konstytucyjnego, w szczególności godności człowieka i zasadzie demokracji.
To nie jest więc określenie nadane AfD przez jej politycznych przeciwników czy liberalne media. Jest to formalna kwalifikacja dokonana przez państwową instytucję odpowiedzialną za ochronę niemieckiego porządku konstytucyjnego.
Co AfD chce zrobić w Saksonii-Anhalt?
Program wyborczy AfD ma 258 stron i trudno zarzucić partii, że ukrywa swoje zamiary. Największy blok poświęcono migracji i „remigracji”.
AfD zapowiada między innymi utworzenie specjalnej jednostki odpowiedzialnej za „remigrację”, powołanie pełnomocnika ds. remigracji, znaczące zwiększenie liczby miejsc w ośrodkach detencyjnych dla osób przeznaczonych do deportacji, organizowanie lotów deportacyjnych na poziomie landu oraz zmianę filozofii urzędów migracyjnych z – jak określa to partia – „kultury powitania” na „kulturę pożegnania”.
W dokumentach AfD pojawia się również określenie „kulturowo obcych” ludzi i pracowników. Partia argumentuje, że niedobory siły roboczej należy rozwiązywać przede wszystkim przez automatyzację, cyfryzację oraz zachęcanie niemieckich emigrantów do powrotu, a nie przez sprowadzanie pracowników z innych kultur.
To szczególnie istotne w landzie, który należy do najstarszych demograficznie regionów Niemiec i już dziś zmaga się z niedoborem pracowników. Ograniczenie dostępu zagranicznych specjalistów może więc zderzyć polityczne hasła AfD z bardzo konkretnymi potrzebami szpitali, przedsiębiorstw i usług publicznych.
Nie wszystkie postulaty migracyjne mogłyby zostać zrealizowane przez sam land. Analiza prawna dotycząca programu wskazuje, że 21 spośród 56 propozycji w tym obszarze wymagałoby decyzji na poziomie federalnym albo europejskim. Saksonia-Anhalt nie może samodzielnie znieść konstytucyjnego prawa do azylu czy zmienić niemieckiego prawa o obywatelstwie.
Szkoła, rodzina, osoby LGBT i media
Znacznie większe możliwości rząd landowy posiada natomiast w edukacji, kulturze i części polityki medialnej. I tutaj program AfD pokazuje bardzo wyraźnie, jak głęboka byłaby zmiana.
- AfD chce zakończenia obecnego modelu edukacji włączającej dzieci z niepełnosprawnościami i rozbudowy szkół specjalnych;
- dzieci uchodźców miałyby trafiać do osobnych klas, a program uzasadnia to również potrzebą chronienia niemieckich dzieci przed – w jego sformułowaniu – obciążeniami wynikającymi ze wspólnej nauki z dziećmi „z całkowicie obcych kultur”;
- partia chce zakazu wywieszania tęczowych flag przez szkoły;
- rodzina oparta na związku kobiety i mężczyzny ma być przedstawiana jako społeczny wzorzec;
- AfD sprzeciwia się muezinom i minaretom oraz stwierdza, że islam nie należy do Niemiec ani Saksonii-Anhalt;
- partia chce wypowiedzenia umów regulujących publiczną radiofonię i telewizję oraz zastąpienia obecnego modelu ograniczonym „Grundfunk”;
- zapowiada również reformę Urzędu Ochrony Konstytucji, któremu zarzuca wykorzystywanie kompetencji do zwalczania opozycji.
To właśnie te obszary pokazują, dlaczego przejęcie władzy w jednym landzie miałoby realne znaczenie, nawet jeśli rząd Saksonii-Anhalt nie może zmienić polityki całych Niemiec.
Kraje związkowe odpowiadają za szkoły, znaczną część policji, kultury i administracji. Mają też wpływ na media publiczne i uczestniczą poprzez Bundesrat w procesie legislacyjnym na poziomie federalnym. Rząd AfD byłby więc dla partii nie tylko symbolem – byłby pierwszym laboratorium praktycznego wdrażania jej programu.
Saksonia-Anhalt może być początkiem, nie wyjątkiem
Najbardziej niepokojące jest to, że wynik nie pojawia się w politycznej próżni.
Już 20 września, zaledwie dwa tygodnie po głosowaniu w Saksonii-Anhalt, odbędą się wybory w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim.
| Obszar | Aktualne poparcie AfD | Pozycja |
|---|---|---|
| Berlin | 18% | ex aequo z Zielonymi, za CDU i Die Linke |
| Meklemburgia-Pomorze Przednie | 35% | 1. miejsce przed SPD – 32% |
| Niemcy – sondaż federalny ARD | 27% | 1. miejsce przed CDU/CSU – 21% |
Berlin jest oczywiście zupełnie innym społecznym i politycznym środowiskiem niż Saksonia-Anhalt. AfD nie prowadzi tam w sondażach, a silną pozycję mają jednocześnie Die Linke i Zieloni. Mimo to 18 proc. w mieście będącym symbolem niemieckiego kosmopolityzmu trudno uznać za wynik marginalny.
Jeszcze poważniejszy test nastąpi tego samego dnia w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Ostatni MV-Trend daje AfD 35 proc. i pierwsze miejsce, choć rządząca SPD Manueli Schwesig zbliżyła się do niej na trzy punkty procentowe.
Na poziomie całych Niemiec wrześniowy ARD-DeutschlandTREND daje natomiast AfD 27 proc. i pozycję największej partii w kraju. CDU/CSU ma 21 proc., Zieloni 15, SPD 13, a Die Linke 12 proc.
Nie można więc już mówić, że AfD jest wyłącznie specyficznym problemem kilku wschodnioniemieckich landów. Jej najsilniejsze bastiony nadal znajdują się na wschodzie, ale partia stała się jednym z głównych aktorów całej niemieckiej polityki.
Niemcy protestują – ale Niemcy są też głęboko podzielone
Wynik AfD wywołał natychmiastową reakcję tej części niemieckiego społeczeństwa, która nie akceptuje jej wizji państwa.
Jeszcze dzień przed wyborami w Magdeburgu odbył się festiwal demokratyczny organizowany przez szerokie porozumienie „Sachsen-Anhalt weltoffen”, skupiające 264 organizacje społeczne i 168 osób. Organizatorzy mówili o 15 tys. uczestników na placu katedralnym; policja szacowała około 10 tys. uczestników wszystkich wydarzeń w mieście. W Halle w antyfaszystowskim marszu uczestniczyło ponad 2300 osób.
Po ogłoszeniu wyników demonstracje odbyły się również w innych częściach Niemiec. We Frankfurcie około 2500 osób domagało się zbadania możliwości wszczęcia procedury delegalizacji AfD. Ponad tysiąc osób demonstrowało w Hamburgu, protestowano także w Berlinie i Moguncji. Na poniedziałkowy wieczór przy Bramie Brandenburskiej zgłoszono demonstrację przewidzianą na około 5000 uczestników.
Alarm podnoszą nie tylko partie polityczne. Przedstawiciele organizacji żydowskich, Kościołów, organizacji migrantów, środowisk akademickich i organizacji przedsiębiorców ostrzegają przed konsekwencjami potencjalnego przejęcia władzy przez AfD.
Przedstawiciele biznesu zwracają uwagę na szczególnie praktyczny problem: niemiecka gospodarka potrzebuje zagranicznych pracowników, a atmosfera polityczna, w której część z nich może czuć się niepożądana, może utrudniać ich pozyskiwanie.
Jednocześnie wynik wyborów nakazuje zachować proporcje. Nie istnieją „Niemcy przeciw AfD” i osobna mała grupa jej zwolenników. Saksonia-Anhalt jest dziś głęboko podzielona. Prawie 44 proc. wyborców zagłosowało na AfD, a tysiące innych wyszły przeciwko niej na ulice. Oba fakty są częścią tego samego obrazu.
Berlin, który znam, i Niemcy, których zaczynam się obawiać
Patrzę na tę sytuację również z bardzo osobistej perspektywy. Niemcy, które znam najlepiej, to przede wszystkim Berlin – miasto otwarte, wielokulturowe i przyzwyczajone do tego, że na jednej ulicy można usłyszeć kilka języków, spotkać ludzi z całego świata i właściwie nikogo nie interesuje, skąd ktoś pochodzi, z kim żyje czy jak definiuje swoją tożsamość.
To właśnie taki Berlin jest dla mnie jednym z symboli europejskiej wolności.
Znam Niemcy przede wszystkim z perspektywy otwartego i wolnościowego Berlina. Dlatego wynik z Saksonii-Anhalt budzi we mnie niepokój również przed zwyczajnym wyjazdem do Niemiec. Nie twierdzę, że Niemcy nagle stały się krajem niebezpiecznym dla Polaków czy innych cudzoziemców. Ale gdy niemal 44 proc. wyborców w jednym landzie popiera partię, która w swoim programie dzieli ludzi również według kulturowej obcości i buduje politykę wokół „remigracji”, pytanie osoby przyjezdnej: „czy nadal jestem tutaj mile widziany?” przestaje być całkowicie abstrakcyjne.
Łukasz Ptak
Trzeba przy tym jasno oddzielić dwie rzeczy. Polski turysta czy obywatel Polski pracujący legalnie w Niemczech jako obywatel Unii Europejskiej nie jest osobą podlegającą procedurom azylowym czy automatycznie postulatom deportacyjnym AfD. Rząd jednego landu nie może też znieść swobody przemieszczania się obywateli UE.
Ale poczucie bezpieczeństwa i bycia mile widzianym nie jest wyłącznie kwestią paragrafów. Tworzą je również język polityków, sposób mówienia o obcych i społeczne przyzwolenie na dzielenie ludzi według pochodzenia.
Właśnie dlatego wynik AfD uważam za tak niepokojący z perspektywy człowieka, dla którego Europa oznacza możliwość przekroczenia granicy bez zastanawiania się, czy po drugiej stronie nadal jest się przede wszystkim Europejczykiem, czy już „obcym”.
AfD i Europa: nie chodzi tylko o migrację
Problem staje się znacznie poważniejszy, gdy przeniesiemy go z poziomu jednego landu na poziom całych Niemiec.
W swoim federalnym programie AfD wprost zapisuje, że Niemcy powinny wystąpić z systemu euro i ponownie posiadać własną walutę.
Partia nie akceptuje również obecnego kierunku integracji europejskiej. Chce zastąpienia obecnej Unii Europejskiej nowym „Związkiem Narodów Europejskich” – luźniejszą wspólnotą gospodarczo-polityczną, w której zasadnicza część kompetencji wróciłaby do państw narodowych.
W moim wcześniejszym artykule dotyczącym AfD, Schengen i euro zwracałem uwagę również na gotowość Alice Weidel do podważenia obecnego systemu swobodnego przepływu osób. Dziś warto tę kwestię doprecyzować.
Wyjście Niemiec z euro jest literalnie zapisanym postulatem programu AfD. W przypadku Schengen Weidel mówiła o możliwości zawieszenia funkcjonowania Schengen oraz gotowości do czasowego zamknięcia niemieckich granic, jeśli sytuacja migracyjna miałaby tego – zdaniem AfD – wymagać. Nie jest to to samo co formalny, trwały „Dexit” ze strefy Schengen, ale kierunek jest jednoznacznie przeciwny dalszemu usuwaniu granic wewnętrznych.
Dla mnie jest to fundamentalna różnica światopoglądowa. Unia Europejska, wspólny rynek, swoboda podróżowania i otwarte granice nie są zbędnymi dodatkami do Europy. Są jednym z jej największych osiągnięć po dziesięcioleciach konfliktów i nacjonalizmów.
Rosja i Ukraina – szczególnie groźny kierunek dla Polski
Jeszcze większe znaczenie dla Polski ma polityka AfD wobec Rosji.
Federalny program partii przewiduje natychmiastowe zniesienie sankcji gospodarczych wobec Rosji, naprawę gazociągów Nord Stream i odbudowę stosunków gospodarczych z Moskwą. AfD chce również, aby Ukraina pozostała państwem neutralnym poza NATO i Unią Europejską.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski jest to jedna z najbardziej problematycznych części programu. Polska od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji opiera swoją politykę bezpieczeństwa na możliwie trwałym zakotwiczeniu Ukrainy w strukturach Zachodu, utrzymywaniu presji gospodarczej na Rosję i wzmacnianiu wschodniej flanki NATO.
Niemcy prowadzące politykę przeciwną – dążące do zniesienia sankcji, ponownego uzależnienia części gospodarki od rosyjskiej infrastruktury energetycznej i zamknięcia Ukrainie drogi do UE i NATO – oznaczałyby fundamentalne pęknięcie europejskiej strategii wobec Moskwy.
Dla Warszawy nie byłaby to abstrakcyjna różnica w polityce zagranicznej Berlina. Dotyczyłaby bezpośrednio bezpieczeństwa naszej wschodniej granicy.
AfD ma również jasne stanowisko wobec Polski
W federalnym programie partia bezpośrednio wymienia Polskę w kontekście roszczeń reparacyjnych. AfD odrzuca polskie i greckie postulaty reparacji wojennych, uznając sprawę za prawnie ostatecznie zamkniętą.
Samo to stanowisko nie jest oczywiście wystarczającym powodem, aby uznać partię za zagrożenie dla Polski – także inne niemieckie rządy odrzucały polskie roszczenia reparacyjne. Znacznie ważniejszy jest cały pakiet: rosyjska polityka AfD, podważanie obecnego modelu UE, plan wyjścia z euro oraz restrykcyjne podejście do swobody przepływu ludzi.
Gospodarczo Polska nie może udawać, że niemiecka polityka nas nie dotyczy
Niemcy pozostają największym partnerem handlowym Polski. Według GUS w 2025 roku trafiało tam 26,9 proc. całego polskiego eksportu, a z Niemiec pochodziło 19 proc. naszego importu. Polski eksport na rynek niemiecki osiągnął wartość 418,5 mld zł.
Dlatego destabilizacja niemieckiej gospodarki, spór o euro, naruszenie zasad wspólnego rynku albo trwałe przywracanie kontroli na granicach wewnętrznych UE nie zatrzymałyby się na Odrze.
Dotknęłyby polskich fabryk pracujących w niemieckich łańcuchach dostaw, firm transportowych, eksporterów, pracowników transgranicznych i konsumentów.
Polska oczywiście nie należy do strefy euro, ale trudno znaleźć większą europejską gospodarkę, od której jesteśmy ekonomicznie zależni bardziej niż od Niemiec.
Największe zagrożenie nie zaczyna się wtedy, gdy AfD zdobędzie 50 procent
Byłoby błędem uważać, że należy zacząć się niepokoić dopiero wtedy, gdy AfD samodzielnie obejmie federalny rząd. Wpływ polityczny działa znacznie wcześniej.
Im silniejsza jest AfD, tym bardziej pozostałe ugrupowania zmuszone są odnosić się do tematów, które ona narzuca. Im więcej landów współrządzi lub kontroluje, tym większe posiada zaplecze instytucjonalne, finansowe i kadrowe. Ministrowie landowi uczestniczą w ogólnoniemieckiej koordynacji polityki, a rządy krajów związkowych zasiadają w Bundesracie.
Sukces wyborczy działa również normalizująco. Partia, która kilka lat temu była traktowana jako polityczny outsider, przy 44 proc. głosów zaczyna być przez część społeczeństwa postrzegana jako naturalny kandydat do sprawowania władzy. I właśnie tutaj niemiecka demokracja znajduje się przed szczególnie trudnym testem.
Nie można unieważnić 43,8 proc. głosów tylko dlatego, że ich wybór nam się nie podoba. Demokracja wymaga respektowania wyniku wyborów.
Ale demokracja nie wymaga od pozostałych partii tworzenia koalicji z każdym ugrupowaniem. CDU, SPD, Zieloni czy Lewica mają dokładnie takie samo demokratyczne prawo odmówić współpracy z AfD, jak AfD ma prawo wystawić swojego kandydata na premiera.
Co więcej, w przypadku partii, której landowy oddział jest oficjalnie uznany przez Urząd Ochrony Konstytucji za potwierdzoną organizację prawicowo-ekstremistyczną, polityczna ostrożność nie jest histerią. Jest elementem obrony liberalnego państwa prawa.
Sama „Brandmauer” jednak nie wystarczy
Jednocześnie przeciwnicy AfD powinni wyciągnąć z wyniku jeszcze jedną lekcję.
Nie da się w nieskończoność odpowiadać na rosnące poparcie dla partii wyłącznie zdaniem: „nikt z nią nie będzie współpracował”.
Jeżeli prawie połowa wyborców wybiera AfD, pozostałe partie muszą odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Muszą skuteczniej reagować na poczucie ekonomicznej niepewności, problemy w usługach publicznych, chaos w polityce migracyjnej, różnice między wschodem a zachodem Niemiec i coraz większą nieufność wobec państwa.
Nie oznacza to przejmowania języka AfD ani uznawania jej recept za właściwe. Przeciwnie – liberalna demokracja broni się najlepiej wtedy, gdy potrafi pokazać, że otwarte społeczeństwo, praworządność i europejska współpraca są w stanie rozwiązywać realne problemy ludzi.
Wolność nie oznacza świata bez granic odpowiedzialności. Oznacza świat, w którym pochodzenie, język, orientacja czy miejsce urodzenia nie decydują o wartości człowieka. Europa zbudowała swoją powojenną siłę właśnie na przezwyciężaniu nacjonalistycznego podziału na „swoich” i „obcych”. Dlatego wzrost partii, która ponownie stawia ten podział w centrum polityki, nie może być dla mnie obojętny.
Łukasz Ptak
Saksonia-Anhalt jest ostrzeżeniem dla całej Europy
AfD jeszcze nie rządzi Saksonią-Anhalt. Nadal możliwe jest stworzenie układu, który pozostawi ją w opozycji. Nie można też przesądzać wyniku wyborów w Berlinie czy Meklemburgii-Pomorzu Przednim, a tym bardziej przyszłych wyborów federalnych. Ale po 6 września 2026 roku zmieniła się skala problemu.
Partia uzyskująca niemal 44 proc. głosów w jednym landzie i prowadząca jednocześnie w ogólnoniemieckich sondażach nie jest już protestem na obrzeżach systemu politycznego. Jest kandydatem do władzy.
Dla Niemiec oznacza to pytanie o przyszłość ich powojennego modelu liberalnej demokracji. Dla Unii Europejskiej – ryzyko, że jej największa gospodarka może kiedyś otrzymać rząd podważający euro i obecny model integracji. Dla Polski – problem bezpieczeństwa, gospodarki i swobodnego przepływu ludzi w kraju, który jest naszym najważniejszym partnerem handlowym.
Dla mnie pozostaje natomiast jeszcze jedno pytanie: czy Niemcy, które zawsze kojarzyły mi się z otwartym Berlinem i możliwością swobodnego bycia sobą, będą za kilka lat nadal tym samym krajem? Nie znam dziś odpowiedzi.
Po wyniku z Saksonii-Anhalt nie można już jednak udawać, że samo pytanie jest przesadą.
Źródła
- Landeswahlleiterin Sachsen-Anhalt – oficjalne wstępne wyniki wyborów do landtagu 2026
- Landeswahlleiterin Sachsen-Anhalt – kalendarz zatwierdzania ostatecznych wyników
- ARD / Tagesschau – zasady wyboru ministra-prezydenta i możliwe warianty rządowe
- ARD / Tagesschau – stanowisko Ulricha Siegmunda i BSW po wyborach
- AfD Sachsen-Anhalt – oficjalny program rządowy na wybory 2026
- Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Saksonii-Anhalt / Verfassungsschutz – klasyfikacja landowego AfD
- ZDF – analiza prawnych możliwości realizacji programu AfD w Saksonii-Anhalt
- AfD – oficjalny federalny program wyborczy: euro, UE, Rosja, Ukraina i polityka zagraniczna
- AfD – stanowisko Alice Weidel dotyczące Schengen z 31 lipca 2026 r.
- rbb24 / Infratest dimap – BerlinTrend z 2 września 2026 r.
- NDR / Infratest dimap – MV-Trend z 3 września 2026 r.
- Infratest dimap – ARD-DeutschlandTREND, wrzesień 2026
- ARD / Tagesschau – reakcje organizacji społecznych i protesty po wyniku AfD
- MDR / Tagesschau – demonstracje i festiwal demokratyczny przed wyborami
- Główny Urząd Statystyczny – handel zagraniczny Polski z Niemcami w 2025 r.


