Jeszcze kilka lat temu zapowiedź wyprowadzenia Niemiec ze strefy Schengen oraz otwarte kwestionowanie wspólnej waluty przez liderkę jednej z największych partii w kraju można byłoby potraktować jako polityczną fantazję z marginesu debaty publicznej. Dziś mówi o tym Alice Weidel – współprzewodnicząca AfD, partii prowadzącej w ogólnoniemieckich sondażach. I właśnie dlatego tych słów nie można już zbywać wzruszeniem ramion.
W wyemitowanym 23 sierpnia 2026 roku letnim wywiadzie dla ZDF Alice Weidel przekonywała, że AfD będzie dążyć do przejęcia władzy zarówno w krajach związkowych, jak i na szczeblu federalnym. W kwestii polityki migracyjnej zapowiedziała zamknięcie granic i jednoznacznie stwierdziła, że Niemcy powinny w takim przypadku opuścić strefę Schengen.
Padło wprost: „Dann steigen wir aus Schengen aus” – „wtedy wyjdziemy z Schengen”.
W przypadku wspólnej waluty sytuacja wymaga większej precyzji. Weidel nie przedstawiła podczas wywiadu konkretnego planu przeprowadzenia Niemiec przez proces opuszczania strefy euro, ale broniła krytycznego stanowiska swojej partii wobec euro, określając wspólną walutę jako niestabilną. Sam program wyborczy AfD z 2025 roku jest już znacznie bardziej jednoznaczny – zawiera postulat: „Deutschland muss aus dem Euro-System austreten”, czyli wyjścia Niemiec z systemu euro.
To ważne rozróżnienie. Nie zmienia ono jednak zasadniczego problemu: partia, która realnie walczy dziś o władzę w największym państwie Unii Europejskiej, w swoim oficjalnym programie proponuje podważenie dwóch filarów współczesnej integracji europejskiej – swobodnego przemieszczania się bez kontroli na granicach wewnętrznych oraz wspólnej waluty.
Nie mówimy przy tym o ugrupowaniu balansującym wokół progu wyborczego. Według danych przywoływanych przez Reutersa AfD osiąga obecnie 27 proc. poparcia w skali Niemiec, wobec 22 proc. dla CDU/CSU. Jeszcze bardziej wymownie wygląda sytuacja w Saksonii-Anhalcie, gdzie przed wyborami do landtagu AfD notuje około 41 proc., przy 24 proc. dla CDU.
To już nie jest polityczny margines
Największym błędem byłoby potraktowanie słów Weidel jako kolejnej kontrowersji mającej zapewnić kilka nagłówków w mediach.
AfD od dawna prezentuje znacznie dalej idącą wizję przyszłości Niemiec i Europy. W programie wyborczym do Bundestagu z 2025 roku partia nie tylko wprost opowiada się za opuszczeniem przez Niemcy systemu euro, ale kwestionuje również obecny model funkcjonowania Unii Europejskiej.
AfD chce Europy opartej przede wszystkim na suwerennych państwach narodowych, z dużo mniejszą rolą wspólnych instytucji. W swoim programie podstawowym ugrupowanie przewiduje nawet możliwość wystąpienia Niemiec z Unii, jeśli proponowana przez nie radykalna przebudowa UE nie będzie możliwa.
Schengen i euro nie są więc przypadkowymi tematami rzuconymi podczas telewizyjnej rozmowy. Są elementami znacznie szerszej wizji politycznej, której realizacja oznaczałaby cofnięcie wielu dekad europejskiej integracji.
I byłoby ogromnym błędem sądzić, że jest to wyłącznie niemiecki problem.
Skrajna prawica rośnie w kolejnych państwach Europy
Wzrost AfD jest częścią znacznie szerszego zjawiska. Partie radykalnej i skrajnej prawicy, jeszcze niedawno traktowane jako ugrupowania protestu, w kolejnych krajach stają się jednymi z najważniejszych sił politycznych, wchodzą do rządów albo zaczynają realnie walczyć o ich przejęcie.
W Austrii FPÖ wygrała wybory parlamentarne w 2024 roku, uzyskując 28,8 proc. głosów. Było to pierwsze zwycięstwo tej partii w wyborach ogólnokrajowych.
W Portugalii Chega, założona dopiero w 2019 roku, w ciągu kilku lat wyrosła na drugą największą partię w parlamencie, wyprzedzając socjalistów.
We Francji Marine Le Pen pozostaje jednym z głównych graczy przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku i konsekwentnie prowadzi w badaniach dotyczących pierwszej tury. Scenariusz, w którym kandydat skrajnej prawicy przejmuje Pałac Elizejski, przestał należeć do kategorii politycznej fantastyki.
We Włoszech Giorgia Meloni pokazała natomiast, że ugrupowanie wywodzące się z radykalnej prawicy może przejść drogę od politycznych peryferii do kierowania jednym z największych państw Unii Europejskiej.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie te partie są identyczne. Różnią się stosunkiem do UE, euro, NATO, Rosji, Ukrainy czy gospodarki. Nie każda chce opuszczenia Unii i nie każda po zdobyciu władzy realizuje najbardziej radykalne postulaty z czasów opozycji.
Łączy je jednak bardzo istotne zjawisko: systematyczne przesuwanie granicy tego, co jeszcze kilka lat temu uznawaliśmy w europejskiej polityce za niewyobrażalne.
Powrót granic jako polityczna obietnica
Schengen jest prawdopodobnie jednym z największych sukcesów integracji europejskiej właśnie dlatego, że na co dzień niemal przestaliśmy zauważać jego istnienie.
Według Rady Unii Europejskiej strefa Schengen obejmuje obecnie 29 państw i ponad 450 milionów mieszkańców. Każdego dnia około 3,5 miliona osób przekracza jej wewnętrzne granice, aby pracować, uczyć się, odwiedzać rodzinę i znajomych albo po prostu podróżować po Europie. W ciągu roku Europejczycy odbywają około 1,25 miliarda podróży wewnątrz strefy.
Nie jest to wyłącznie wygoda dla turystów. Komisja Europejska wskazuje, że około 32 milionów przedsiębiorstw korzysta dzięki Schengen z szybszego transportu, mniejszych kosztów oraz łatwiejszego dostępu do rynku wewnętrznego.
I właśnie Niemcy są państwem, którego znaczenia dla takiego systemu nie sposób przecenić.
Leżą w samym centrum kontynentu i graniczą z dziewięcioma państwami. Przez ich terytorium przebiegają jedne z najważniejszych europejskich korytarzy transportowych. Trwały powrót systematycznych kontroli granicznych nie oznaczałby więc wyłącznie konieczności okazania dokumentu przez turystę jadącego z Polski do Berlina.
Oznaczałby również kolejki ciężarówek, wydłużenie transportu, utrudnienia dla pracowników transgranicznych, zakłócenia w łańcuchach dostaw i dodatkowe koszty dla przedsiębiorstw. A koszty przedsiębiorstw wcześniej czy później stają się kosztami konsumentów.
Można i trzeba prowadzić poważną dyskusję o skuteczniejszej ochronie zewnętrznych granic Unii, migracji, azylu czy deportacjach. Sam system Schengen pozwala przecież państwom w określonych sytuacjach czasowo przywracać kontrole na granicach wewnętrznych.
Czym innym jest jednak naprawianie wspólnego systemu, a czym innym proponowanie jego opuszczenia.
Euro również znalazło się na celowniku
Drugim filarem europejskiej integracji konsekwentnie kwestionowanym przez AfD jest wspólna waluta.
Po przystąpieniu Bułgarii 1 stycznia 2026 roku strefa euro obejmuje już 21 państw Unii Europejskiej.
O euro można prowadzić poważną debatę ekonomiczną. Wspólna polityka pieniężna ma swoje ograniczenia i oznacza rezygnację państwa członkowskiego z samodzielnej polityki kursowej. Nie zmienia to jednak faktu, że wspólna waluta usuwa jedną z najważniejszych barier w funkcjonowaniu wspólnego rynku.
Brak konieczności wymiany walut pomiędzy państwami strefy oznacza niższe koszty transakcyjne, brak ryzyka nagłych zmian kursów w handlu między tymi krajami oraz łatwiejsze porównywanie cen. Analizy Europejskiego Banku Centralnego wskazują, że utworzenie unii walutowej obniżyło koszty handlu, zlikwidowało zmienność nominalnych kursów walut pomiędzy państwami strefy euro oraz ułatwiło przedsiębiorstwom budowę transgranicznych łańcuchów produkcji.
Strefa Schengen i wspólna waluta nie są prezentem Brukseli dla państw członkowskich. To infrastruktura europejskiego rynku, z której każdego dnia korzystają przedsiębiorcy i setki milionów obywateli. Możliwość przejechania z Warszawy do Berlina, Amsterdamu czy Paryża bez stania na kolejnych granicach oraz funkcjonowanie ogromnej części Europy w jednej walucie oznaczają realnie mniej barier, mniej kosztów i większy rynek. Demontaż tych rozwiązań pod hasłem odzyskiwania suwerenności oznaczałby w praktyce odbieranie Europejczykom czegoś, co przez ostatnie dekady stało się naturalną częścią naszego życia.
Łukasz Ptak
Najpierw protest. Później władza
Najbardziej niebezpieczny moment następuje wtedy, gdy ugrupowanie radykalne przestaje być wyłącznie partią protestu.
Przez lata łatwo było uspokajać się przekonaniem, że partie skrajne mogą zdobywać kilka czy kilkanaście procent głosów, ale nigdy nie będą w stanie przejąć odpowiedzialności za całe państwo. Europejska polityka coraz wyraźniej pokazuje, że to założenie przestaje być aktualne.
Najpierw radykalne ugrupowanie zdobywa kilka procent. Później kilkanaście. Następnie wygrywa wybory regionalne, staje się największą partią opozycyjną albo zmusza tradycyjną prawicę do przejmowania części swojej agendy.
Wreszcie przychodzi moment, w którym pytanie przestaje brzmieć: „czy ta partia może rządzić?”, a zaczyna: „z kim utworzy rząd?”.
To właśnie dlatego sytuacja w Niemczech powinna być uważnie obserwowana w całej Europie. Mówimy o największej gospodarce Unii, najludniejszym państwie członkowskim i kraju mającym fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania wspólnego rynku.
Polityczne skutki radykalnej zmiany kursu Niemiec nie zatrzymałyby się ani na Odrze, ani na Renie.
Europa może zostać rozmontowana od środka
Unia Europejska prawdopodobnie nie rozpadnie się pewnego poranka po jednym spektakularnym referendum.
Znacznie bardziej realny jest scenariusz powolnego demontażu jej najważniejszych osiągnięć.
Najpierw kolejne państwa zaczną kwestionować wspólne decyzje. Następnie tymczasowe kontrole graniczne mogą stać się permanentne. Później mogą pojawić się próby odzyskiwania kompetencji przekazanych instytucjom europejskim, blokowanie wspólnych decyzji, podważanie europejskiego prawa i osłabianie wspólnych instytucji.
W którymś momencie może pozostać organizacja nadal nazywająca się Unią Europejską, ale pozbawiona części tego, co sprawia, że integracja europejska realnie wpływa na codzienne życie jej obywateli.
Dlatego słowa Alice Weidel powinny zostać potraktowane poważnie.
Nie dlatego, że AfD jutro zamknie wszystkie niemieckie granice, a pojutrze rozpocznie proces powrotu do marki. Dzisiaj partia nie posiada władzy pozwalającej jej samodzielnie zrealizować takie plany.
Problem polega na czymś innym: ugrupowanie, którego oficjalny program przewiduje wyjście Niemiec z euro, a współprzewodnicząca otwarcie mówi o opuszczeniu Schengen, jest obecnie najsilniejszą partią w ogólnoniemieckich sondażach.
Najgroźniejsza jest normalizacja
Największym sukcesem radykalnej prawicy nie musi być zdobycie pierwszego ministerstwa ani fotela kanclerza.
Znacznie wcześniej może osiągnąć inny cel: sprawić, że postulaty jeszcze niedawno uznawane za skrajne zaczniemy traktować jak kolejne zwyczajne propozycje programowe.
Powrót stałych granic? Jedna z opcji.
Rezygnacja ze wspólnej waluty? Temat do dyskusji.
Wyjście największego państwa z Unii Europejskiej? Kolejny punkt programu wyborczego.
I właśnie tutaj pojawia się największe zagrożenie. Od normalizacji radykalnego pomysłu do próby jego realizacji droga może okazać się znacznie krótsza, niż Europejczykom jeszcze kilka lat temu się wydawało.
Europa nie jest konstrukcją, której raz osiągniętej integracji nie da się już cofnąć. Schengen, wspólny rynek, euro i swoboda przemieszczania się istnieją dlatego, że kolejne państwa zdecydowały się je wspólnie tworzyć i utrzymywać.
Można je więc również politycznie osłabić, ograniczyć, a ostatecznie – zdemontować.
I po raz pierwszy od wielu lat trzeba naprawdę poważnie brać pod uwagę scenariusz, w którym partie proponujące taki kierunek nie stoją już przed parlamentami z transparentami, lecz zaczynają sięgać po klucze do gabinetów premierów i kanclerzy.
Źródła
- ZDF – Sommerinterview z Alice Weidel, 23 sierpnia 2026 r.
- ZDFheute – fact-check wypowiedzi Alice Weidel
- Reuters – poparcie AfD w Niemczech i sytuacja w Saksonii-Anhalcie
- AfD – program wyborczy do Bundestagu 2025
- Rada Unii Europejskiej – strefa Schengen
- Komisja Europejska – Schengen i korzyści dla rynku wewnętrznego
- Europejski Bank Centralny – Bułgaria 21. państwem strefy euro



