Ile afer potrzeba, żeby wyborcy PiS powiedzieli „dość”? Sondaże pokazują, że na razie nie widać granicy

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki – ilustracja do analizy poparcia PiS i Rozwoju Plus

Kolejne miesiące przynoszą następne informacje dotyczące sposobu funkcjonowania państwa w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy. Fundusz Sprawiedliwości, Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych, Polska Fundacja Narodowa, kolejne zatrzymania, zarzuty i postępowania prokuratorskie. Do tego doszła historia Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości, którego podpisany wniosek o list żelazny został nadany z Tyraspola w prorosyjskim Naddniestrzu.

Można byłoby oczekiwać, że po kolejnych tego typu informacjach przynajmniej część wyborców zacznie odwracać się od środowiska politycznego, które przez osiem lat sprawowało w Polsce władzę. Tyle że po przeanalizowaniu sondaży z ostatniego półrocza trudno znaleźć dowód na taki proces.

PiS jako partia wyraźnie straciło. Ale szeroko rozumiany elektorat dawnej Zjednoczonej Prawicy – po uwzględnieniu Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego – okazuje się zadziwiająco stabilny.

PiS spada. Tylko dokąd odchodzą jego wyborcy?

Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista. Jeszcze wiosną Prawo i Sprawiedliwość regularnie osiągało około jednej czwartej głosów, podczas gdy obecnie w części sondaży wynik partii Jarosława Kaczyńskiego spadł poniżej 20 proc.

Problem w tym, że w międzyczasie doszło do rozłamu na prawicy i pojawił się nowy szyld – Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego. 30 lipca 2026 roku w Sejmie formalnie powstał Klub Parlamentarny Rozwój Plus, liczący 40 posłów. Sam Rozwój Plus funkcjonuje jako stowarzyszenie, a nie zarejestrowana partia polityczna, jednak pracownie sondażowe zaczęły sprawdzać poparcie również dla tego środowiska jako osobnej propozycji wyborczej.

Jeżeli więc chcemy sprawdzić, czy wyborcy rzeczywiście odchodzą od dawnego obozu Zjednoczonej Prawicy, samo obserwowanie notowań PiS przestało wystarczać.

Na potrzeby tej analizy traktuję dlatego PiS i Rozwój Plus łącznie. Nie dlatego, że są obecnie jedną partią – nie są – ani dlatego, że ich ponowne połączenie jest przesądzone. Chodzi o uchwycenie przepływu w obrębie elektoratu wywodzącego się z tego samego politycznego obozu.

Historia polskiej prawicy zna zresztą przypadki, w których środowiska najpierw funkcjonowały oddzielnie, a następnie ponownie się integrowały. Dlatego przy badaniu trwałości tego elektoratu znacznie więcej mówi suma poparcia dla obu szyldów niż sam aktualny wynik PiS.

Ta sama pracownia, kilka miesięcy później

Najuczciwszym sposobem porównania nie jest zestawianie przypadkowych sondaży różnych pracowni. Każda z nich stosuje inną metodologię i może systematycznie pokazywać konkretne ugrupowania nieco wyżej lub niżej. Dlatego warto sprawdzić, co stało się z poparciem w kolejnych badaniach tych samych ośrodków.

PracowniaMarzec 2026 – PiSSierpień 2026 – PiSSierpień – R+PiS + R+Zmiana bloku
United Surveys25,0%20,6%6,5%27,1%+2,1 pp.
IBRiS24,7%18,1%6,4%24,5%–0,2 pp.
Opinia2423,9%17,2%5,3%22,5%–1,4 pp.
Porównanie badań tych samych pracowni: United Surveys 13–15 marca i 21–23 sierpnia 2026 r.; IBRiS 13–15 marca i 21–22 sierpnia; Opinia24 11–12 marca i 3–5 sierpnia. R+ oznacza Rozwój Plus.

Te trzy serie nie pokazują jednego, wspólnego kierunku. United Surveys wskazuje nawet wzrost łącznego poparcia dla PiS i Rozwoju Plus o 2,1 pkt proc. IBRiS pokazuje praktycznie idealną stabilizację, a Opinia24 – spadek o 1,4 pkt proc.

Nie jest to obraz politycznego tąpnięcia.

W United Surveys z 13–15 marca PiS miało 25 proc. W badaniu tej samej pracowni z 21–23 sierpnia samo PiS spadło do 20,6 proc., ale Rozwój Plus uzyskał 6,5 proc. Łącznie daje to 27,1 proc.

Podobnie wygląda IBRiS. W połowie marca PiS otrzymywało 24,7 proc. W najnowszym sierpniowym badaniu tej pracowni PiS ma 18,1 proc., ale Rozwój Plus kolejne 6,4 proc. Razem – 24,5 proc.

Opinia24 pokazuje większą stratę: z 23,9 proc. dla PiS w marcu do 22,5 proc. dla PiS i Rozwoju Plus łącznie na początku sierpnia.

Wniosek jest jednak trudny do pominięcia: spadek samego PiS nie oznacza automatycznie utraty wyborców przez cały dawny obóz Zjednoczonej Prawicy. Znaczna część tych głosów po prostu zmieniła polityczny szyld.

270 milionów złotych nieprawidłowości i niemal nieruchome sondaże

16 marca Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kolejnej kontroli Funduszu Sprawiedliwości. NIK negatywnie oceniła funkcjonowanie Funduszu oraz działania Ministra Sprawiedliwości. Według Izby gospodarka finansowa w latach 2021–2023 była prowadzona z rażącym naruszeniem zasad finansów publicznych, a łączna wartość stwierdzonych nieprawidłowości wyniosła blisko 270 mln zł.

To nie jest drobna księgowa rozbieżność, którą można zgubić w wielomiliardowym budżecie państwa. Mówimy o instytucji, której środki powinny służyć przede wszystkim pomocy ofiarom przestępstw i readaptacji osób opuszczających zakłady karne.

Można byłoby przypuszczać, że informacja tej skali pozostawi wyraźny ślad w poparciu dla środowiska odpowiedzialnego wcześniej za zarządzanie Funduszem. Takiego trwałego śladu w sondażach jednak nie widać.

RARS, PFN i kolejne zarzuty

Pod koniec kwietnia Prokuratura Krajowa poinformowała o zatrzymaniu trzech osób w śledztwie dotyczącym zakupów węgla przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych w latach 2022–2023. Podejrzanym przedstawiono m.in. zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem miało być popełnianie przestępstw na szkodę RARS i interesu publicznego.

W lipcu śledztwo rozszerzało się dalej. 17 lipca Prokuratura Krajowa informowała już o 18 podejrzanych i 41 zarzutach. Cztery kolejne osoby usłyszały zarzuty dotyczące m.in. działań związanych z RARS i Fundacją BGK. Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów.

15 lipca pojawiła się również kolejna odsłona sprawy Polskiej Fundacji Narodowej. Jak informowała Polska Agencja Prasowa, były członek zarządu PFN i były prezes fundacji usłyszeli zarzuty dotyczące sfinansowania kampanii „Sprawiedliwe Sądy” oraz nielegalnego finansowania PiS i Solidarnej Polski. Obaj nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

I to zastrzeżenie jest kluczowe: zarzut prokuratorski nie jest wyrokiem, a każda z podejrzanych osób korzysta z domniemania niewinności.

Z politycznego punktu widzenia interesuje mnie jednak coś innego. Wszystkie te informacje trafiają do opinii publicznej, są szeroko relacjonowane przez media i dotyczą instytucji funkcjonujących za czasów poprzedniej władzy. A mimo to w poparciu dla całego tego politycznego obozu nie następuje trwałe załamanie.

Romanowski i list nadany z Naddniestrza

Jednym z najbardziej spektakularnych symboli ostatnich tygodni stała się historia Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości i jednego z podejrzanych w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości.

12 sierpnia ujawniono, że do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił podpisany przez niego wniosek o wydanie listu żelaznego. Z pisma i koperty wynikało, że przesyłkę nadano w Tyraspolu, na terenie prorosyjskiego Naddniestrza.

Trzeba jednocześnie oddzielić fakt od przypuszczeń. Samo nadanie przesyłki z Tyraspola nie stanowi dowodu, że Romanowski rzeczywiście tam przebywa. Rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak podkreślał, że prokuratura dysponowała w tej kwestii jedynie jego oświadczeniem.

Nie zmienia to politycznego obrazu sytuacji: były wiceminister sprawiedliwości, poszukiwany przez polski wymiar sprawiedliwości w związku ze sprawą Funduszu Sprawiedliwości, prowadzi swoją prawną batalię za pośrednictwem korespondencji nadanej z separatystycznego regionu Mołdawii pozostającego pod silnymi wpływami Rosji.

A kilka dni później sondaże w dalszym ciągu pokazują około jednej czwartej wyborców gotowych poprzeć PiS lub Rozwój Plus. I wtedy pytanie przestaje brzmieć: jaka będzie następna sprawa?

Znacznie ciekawsze jest pytanie, czy istnieje w ogóle taka granica, po której znaczna część tego elektoratu uzna: dość.

A może wyborcy uciekają do jeszcze bardziej radykalnej prawicy?

Być może wyborca rozczarowany PiS nie przechodzi do Koalicji Obywatelskiej, Lewicy czy centrum, tylko przesuwa się jeszcze dalej na prawo – w stronę Konfederacji albo Konfederacji Korony Polskiej?

Tyle że również tutaj dane nie dają jednoznacznego potwierdzenia.

W United Surveys Konfederacja i KKP miały w połowie marca łącznie 23,2 proc. W badaniu z 21–23 sierpnia – 22,5 proc.

IBRiS podaje odpowiednio 21,8 proc. w marcu i 22 proc. w sierpniu.

Opinia24 pokazuje inny kierunek: łączne poparcie dla Konfederacji i KKP wzrosło w tej pracowni z 18,7 proc. w marcu do 24,3 proc. na początku sierpnia.

Gdybyśmy patrzyli wyłącznie na ten ostatni sondaż, można byłoby mówić o mocnym przesunięciu w stronę bardziej radykalnej prawicy. Ale dwa pozostałe duże ośrodki takiego ruchu nie potwierdzają.

Nie mamy więc podstaw, by twierdzić, że kolejne sprawy dotyczące poprzedniej władzy powodują masowy przepływ wyborców PiS do Konfederacji czy Konfederacji Korony Polskiej.

Najbardziej widoczne przetasowanie odbywa się obecnie nie pomiędzy PiS a skrajną prawicą, ale wewnątrz dawnego obozu PiS – pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a środowiskiem Mateusza Morawieckiego.

Polityczne okopy są głębsze, niż się wydaje

I właśnie tutaj znajduje się, moim zdaniem, najbardziej niepokojący wniosek z całej analizy.

Polska polityka jest dziś tak mocno spolaryzowana, że dla części wyborców ocena kolejnych nieprawidłowości może mieć mniejsze znaczenie niż odpowiedź na pytanie: „kto jest po drugiej stronie?”

Jeżeli dla wyborcy najważniejszym punktem odniesienia jest sprzeciw wobec Donalda Tuska, Koalicji Obywatelskiej czy szerzej obecnego obozu rządzącego, kolejna sprawa dotycząca własnego środowiska nie musi prowadzić do zmiany preferencji. Może zostać uznana za polityczny atak, działanie prokuratury podporządkowanej przeciwnikom albo kolejny element wojny dwóch obozów.

Nie znaczy to oczywiście, że w taki sposób myśli każdy wyborca PiS. Sam sondaż nie odpowiada również na pytanie o motywacje konkretnego respondenta.

Widać natomiast rezultat: elektorat szeroko rozumianej dawnej Zjednoczonej Prawicy pozostaje niezwykle stabilny.

Być może największym problemem nie jest już liczba ujawnianych spraw. Problemem staje się to, że coraz mniej faktów jest w stanie przebić się przez partyjną tożsamość wyborców.

Łukasz Ptak

Zresztą polityczne okopy istnieją po obu stronach. Koalicja Obywatelska nie otrzymała spektakularnej i trwałej premii tylko dlatego, że przeciwnik mierzy się z kolejnymi postępowaniami i ujawnieniami dotyczącymi czasów swoich rządów.

Polacy w dużej mierze pozostają tam, gdzie byli. Zmieniają się wydarzenia, nagłówki, zarzuty, liderzy i partyjne szyldy. Znacznie trudniej zmieniają się polityczne tożsamości.

Ile jeszcze musi się wydarzyć?

Dlatego po pół roku obserwowania sondaży nie potrafię uczciwie napisać, że kolejne ujawniane sprawy skutecznie osłabiają dawny obóz PiS. Dane tego nie pokazują. Nie potrafię też napisać, że jego wyborcy masowo uciekają w stronę Konfederacji czy Konfederacji Korony Polskiej. W poszczególnych badaniach taki ruch można dostrzec, ale nie jest on potwierdzany konsekwentnie przez różne pracownie.

Mogę natomiast postawić inne pytanie:

Ile jeszcze musi zostać ujawnione, aby polityczna odpowiedzialność zaczęła mieć realne znaczenie przy urnie wyborczej?

Bo jeżeli informacje o setkach milionów złotych nieprawidłowości stwierdzonych przez NIK, kolejne postępowania dotyczące instytucji państwowych, zatrzymania i zarzuty oraz historia byłego wiceministra sprawiedliwości prowadzącego korespondencję z polskim sądem za pośrednictwem przesyłki nadanej z prorosyjskiego Naddniestrza nie powodują trwałego przesunięcia sondaży, to warto zastanowić się, gdzie właściwie znajduje się granica politycznej odpowiedzialności.

A demokracja, w której wyborca jest gotowy wybaczyć „swoim” niemal wszystko tylko dlatego, że alternatywą są „tamci”, traci jeden ze swoich najważniejszych mechanizmów – możliwość skutecznego rozliczania władzy przy urnie. Można zmienić nazwę ugrupowania. Podzielić klub parlamentarny. Pokłócić się o przywództwo, a później próbować ponownie zjednoczyć polityczny obóz. Znacznie trudniej zmienić wyborcę, który już dawno zdecydował, po której stronie politycznej barykady stoi.

I właśnie to, a nie kolejny procent w pojedynczym sondażu, powinno dziś skłaniać do największej refleksji.

Źródła

Udostępnij artykuł

Awatar Łukasz Ptak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *