Jesteś tutaj
Strona główna > Felieton > Pokoju nie będzie

Pokoju nie będzie

Nuklearna statua wolności

Szczyt nadziei

Równo dwa tygodnie temu z nadzieją patrzyliśmy na szansę na pokój nie tylko na Półwyspie Koreańskim, ale również na świecie. Wtedy to podano, że miastem, w którym miało dojść do spotkania przywódcy Korei Północnej – Kim Dzong Una – oraz prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donalda Trumpa – będzie Singapur. Spotkanie miało być nowym początkiem w relacjach dyplomatycznych na linii Waszyngton – Pjongjang. Miało doprowadzić także do pokoju pomiędzy Koreą Północną i Południową. Ogromne starania ze strony reżimu napawały optymizmem i wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by po wielu latach napięć świat mógł odetchnąć z ulgą. Tak się jednak nie stało…

Ameryka nie chce pokoju

Z każdym kolejnym dniem, porozumienie pomiędzy krajami coraz bardziej się oddalało. 16 maja Koreańska Centralna Agencja Prasowa zagroziła Stanom Zjednoczonym zerwanie rozmów pokojowych. Punktem zapalnym były wtedy „prowokacyjne” manewry wojskowe USA i Korei Południowej. Zdaniem Pjongjangu były one naruszeniem postanowień, do których doszło podczas spotkania pomiędzy Kim Dzong Unem, a Mun Dze Inem – prezydentem Korei Południowej. Nie sposób było oprzeć się wrażeniu, że to Waszyngtonowi nie zależy na porozumieniu. W jaki bowiem sposób odczytać działania wojsk amerykańskich i południowokoreańskich? Jeżeli komuś zależy na porozumieniu, robi wszystko, by nie prowokować drugiej strony. W tym przypadku Pjongjang miał prawo poczuć się oszukanym. Trump mógł bowiem zawiesić, bądź całkowicie zrezygnować z organizacji manewrów, które według agencji prasowej były wymierzone w Koreę Północną.

Pjongjang zrobił wiele

Wydawać by się mogło, że to właśnie Kim Dzong Un będzie torpedował ideę pokoju. Jak jednak pokazują wydarzenia jest kompletnie odwrotnie. Sam fakt, że doszło do spotkania pomiędzy przywódcami obu Korei wiele znaczył. Północnokoreański przywódca zdecydował się przekroczyć linię demarkacyjną z południem. Wziął też udział w festiwalu, który został zorganizowany na cześć przyszłego pokoju. Pjongjang zdecydował również o zamknięciu poligonu nuklearnego, by jak podała północnokoreańska agencja prasowa, „zapewnić przejrzystość dla wstrzymania testów nuklearnych”. O pokój bowiem walczy się idąc na kompromis, czego nie rozumie chyba Waszyngton. Gabinet Trumpa żądał od reżimu całkowitej denuklearyzacji Korei Północnej, na co Kim Dzong Un się nie zgodził. Stany Zjednoczone poza zamknięciem poligonu nuklearnego otrzymały również od Pjongjangu prezent w postaci uwolnienia więźniów politycznych. Niestety to nie wystarczyło Trumpowi. Zdecydował się zrezygnować ze starań o pokój.

List przekreślił wszystko

Trump wystosował do przywódcy Korei Północnej list, w którym poinformował, że do spotkania na szczycie nie dojdzie. Jest to o tyle dziwne, że jeszcze kilka dni temu gwarantował bezpieczeństwo przywódcy reżimu w czasie spotkania. Czytając list z Waszyngtonu jasno widać, że to co gabinet Trumpa osiągnął do tej pory w zupełności mu wystarczy. Prezydent USA w jednym zdaniu docenia i chwali Kim Dzong Una, by w kolejnym stwierdzić, że jest on wrogiem pokoju. Co więcej Trump grozi przywódcy Korei Północnej pisząc:

Mówi pan o waszych zdolnościach nuklearnych, jednak to nasze są tak potężne i wielkie, że modlę się do Boga, by nigdy nie trzeba było ich użyć.

Jak po takich słowach ma zareagować odbiorca, na prośbę nadawcy, by ten nie „wahał się do niego zadzwonić lub napisać”? I to przywódca reżimu ma zmienić zdanie w sprawie szczytu? Biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie prezydent USA całkowicie przekreślił szanse na pokój, będąc na miejscu Kim Dzong Una trudno byłoby ponownie wyciągnąć rękę „na zgodę”. Trump przekreślił sobie nie tylko szansę na przełom w swojej kadencji. Przekreślił szansę na zapisanie się na kartach historii jako ten, który łączy, a nie dzieli. Przekreślił sobie również szansę na to, by być może, stać się laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Druga szansa może się już nie pojawić.

Źródło: TVN24.pl

Dodaj komentarz

Top

%d bloggers like this: